Jesteś tutajForums / Samorząd zawodowy / Zmiany w regulacjach dot. samorządów zawodowych
Zmiany w regulacjach dot. samorządów zawodowych
http://www.rp.pl/artykul/680647,761226-Absolwenci-beda-mieli-latwiejszy-...
Ciekawe czy to tylko specjalnie puszczony przeciek czy rzeczywiście jest szansa na zmiany
Pozdrawiam
- Zaloguj się lub zarejestruj aby móc dodać komentarz
Tags

Obawiam się, że przeciek. To nie jest takie proste na jakie się wydaje. Np. czy architektem może być - przeciętny - student architektury zaraz po studiach? Ponadto jest jeszcze problem tzw. branżowych rad na szczeblu europejskim, np. w przypadku urbanistów ECTP, które także mają swoje wytyczne i do których muszą należeć izby zawodowe w krajach członkowskich. Pomijam już fakt, że zaczną się pozwy do Trybunału konstytucyjnego poszczególnych profesji.
A na sam koniec należy sobie odpowiedzieć na pytanie i wyważyć, ze względu na jakie kryteria oraz które zawody "puścić wolno". Prawników, urbanistów, inżynierów budownictwa, hydraulików czy przewodników turystycznych? (kwestia studiów humanistycznych i technicznej wiedzy).
Za dużo pytań, za mało konkretów. Ale zobaczymy.
Pozdrawiam
Łukasz
Wbrew pozorom może być trudniej z tym dostępem niż teraz. Zobaczcie co się dzieje u prawników.. tam zdawalność jest na bardzo niskim poziomie.. a w przypadku urbanistów dojdzie jeszcze wiedza praktyczna, której studia nie zapewniają. Reasumując - zaostrzenie kryteriów, trudne egzaminy i i tak konieczność odbycia praktyki w celu uzyskania praktycznej wiedzy - to czeka młodych adeptów zawodu. W takiej sytuacji rozsądnie będzie iść na studia zaoczne, żeby jednocześnie zdobywać zawodowe doświadczenie.
Czyżby koniec samorządów zawodowych?
Ja myślę, że nie ma tutaj za dużo do powiedzenia TK. w końcu w polskiej Konstytucji jest napisane: "Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Wyjątki określa ustawa.". Więc ewentualne pozwy będą bezzasadne w moim mniemaniu, skoro zmienia się ustawę, która te wyjątki określa.
Co do drugiej kwestii, to tak czy inaczej będzie przeprowadzany egzamin państwowy, po prostu nie trzeba będzie odbywać praktyki, która obecnie chyba stanowi największy problem.
Ja bym zadał inne pytanie: jak zmieni się rynek? Czy większa konkurencja spowoduje poprawę jakości planów? Ja myślę, że mimo wszystko to byłby dobry ruch.
Pozdrawiam,
Marcin
Większa konkurencja poprawi jakość planów?
Jedyne co spowoduje większa konkurencja to zaniżenie już żenująco niskich cen opracowań. Poza tym o jakiej jakości mowa, skoro plany będzie mógł teoretycznie tworzyć absolwent świeżo po studiach...no chyba, że chodziło Ci o jakość graficzną. Ten zawód wymaga doświadczenia, tego się nie przeskoczy, tego się nie da zmienić ustawowo. Moim zdaniem to bardzo złe posunięcie.
Większa konkurencja poprawi jakość planów?
Jedyne co spowoduje większa konkurencja to zaniżenie już żenująco niskich cen opracowań. Poza tym o jakiej jakości mowa, skoro plany będzie mógł teoretycznie tworzyć absolwent świeżo po studiach...no chyba, że chodziło Ci o jakość graficzną. Ten zawód wymaga doświadczenia, tego się nie przeskoczy, tego się nie da zmienić ustawowo. Moim zdaniem to bardzo złe posunięcie.
Ale ja nie stwierdzałem tylko pytałem. Poza tym nikt nie ma patentu na dobre plany. Wg mnie dobrą koncepcję może mieć zarówno ktoś zaraz po studiach jak i ktoś kto 20 lat w tym siedzi. I podobnie fatalne maniery może mieć ktoś zaraz po studiach jak i ktoś po 20 latach pracy. Warto zadać pytanie czy obecnie opracowywane plany są dobrej jakości.
A co do ceny, to pewnie będzie to działać w dwie strony. Obniżenie cen może spowodować, że gminy chętniej będą uchwalały MPZP.
Heh... wiedziałem, że dyskusja się rozpęta. Ale o czym my w ogóle rozmawiamy? Po pierwsze - jak wyobrażacie sobie architekta z pełna odpowiedzialnością zawodową bez jakiejkolwiek praktyki zawodowej albo inżyniera budownictwa np. w zakresie konstrukcji?... no ludzie dajcie spokój... to niedorzeczne. Poza tym - zgadzam się na taki ruch, ale pod jednym warunkiem - otwieramy WSZYSTKIE zawody bez wyjątku. Inaczej cała ustawa "otwierająca" upadnie w TK, bo "otwarte profesje" zaraz ją zaskarżą o nierówne traktowanie działalności gospodarczej z mocy konstytucji.
Realny kompromis wyobrażam sobie następująco. Każdy kto będzie chciał będzie mógł po X czasie ustalonym ustawowo i określonych (praktyka), czytelnych wymaganiach przystąpić do egzaminu państwowego badającego wiedzę teoretyczną i praktyczną na zasadzie porozumienia np. Ministra Infrastruktury i właściwego samorządu zawodowego. Likwidacja samorządów zawodowych jest niemożliwa, bo jest sprzeczna z prawem UE, w ramach którego działają np. ECTP czy ACE (np. kwestie nostryfikacji).
A tak na marginesie. Jak to w Polsce - zawsze musimy popadać w skrajności w skrajność. Bo przecież nie może być inaczej. Musi być regulowany nawet przewodnik po Warszawie. :/ Jakby faktycznie był to tzw. zawód zaufania publicznego.
Osobiście nie wierzę w likwidację jakichkolwiek prerogatyw samorządów zawodowych, bez rzeczowej dyskusji z tymi samorządami. Odgórne dyrektywy nic nie dadzą, poza zarobkiem dla prawników i obłożeniem sądów.
Realny kompromis wyobrażam sobie następująco. Każdy kto będzie chciał będzie mógł po X czasie ustalonym ustawowo i określonych (praktyka), czytelnych wymaganiach przystąpić do egzaminu państwowego badającego wiedzę teoretyczną i praktyczną na zasadzie porozumienia np. Ministra Infrastruktury i właściwego samorządu zawodowego. Likwidacja samorządów zawodowych jest niemożliwa, bo jest sprzeczna z prawem UE, w ramach którego działają np. ECTP czy ACE (np. kwestie nostryfikacji).
Ostatni raz zabiorę głos w tej sprawie ;) To co Pan proponuje nie różni się niczym od tego co jest obecnie mam wrażenie (nie licząc egzaminu), więc po co coś takiego wprowadzać? Miało być łatwiej a nie jeszcze trudniej. Poza tym nie można porównywać architekta czy też inżyniera budownictwa w zakresie konstrukcji z urbanistą, a chyba na tym polu dyskutujemy. Ostatnią rzeczą jest likwidacja samorządów zawodowych, a wg mnie nie do tego dążymy a raczej do tego, że łatwiej będzie się tam dostać. Ktoś kto zda egzamin państwowy po zakończeniu studiów zostaje wpisany na listę członków IU. Czemu tak nie może być?
A tam ostatni raz... robi się ciekawie ;).
Przykład urbanisty
Problem polega na tym, że obecnie osławioną już gospodarkę przestrzenną (zresztą wcale nie głupi, ciekawy i nasycony geografią kierunek) studiuje blisko 13 tys. ludzi i tyle mniej więcej opuszcza go co roku. Oprócz kilku ośrodków naukowych coś znaczących na mapie (a i tu możemy mieć duże zastrzeżenia) 2/3 studentów kończy go z tytułem inżyniera na prywatnych wyższych uczelniach czegoś tam (szok!). Skutek jest taki, że stażyści u mnie w pracowni z tytułem inż. nie potrafią przeczytać mapy zasadniczej po trzech latach studiów (szok x 2!), nie wiedzą co to ekofizjografia etc. No to porozmawiajmy szerzej. U podstaw leży także, a może przede wszystkim, kompletnie zdeprecjonowane polskie szkolnictwo wyższe (oczywiście nie zawsze i nie wszędzie) produkujące masowo absolwentów ze śmiesznymi często (nie zawsze!) pracami mgr na zasadzie „kopiuj i wklej, bo i tak nikt niczego nie czyta”. Co więcej, żadna z izb zawodowych nie ma prawa ingerować w program i tok studiów, bo są one wyłączną domeną władz uczelni i pewnie harmonogramu przysłanego odgórnie przez ministerstwo. Widzi Pan problemem w Polsce jest fakt - nikt z nikim nie chce na żaden temat rozmawiać i prowadzić dyskusji. To z kolei powoduje zamykanie się kolejnych środowisk zawodowych. I tak w kółko. Każdy każdemu kładzie kłody pod nogi. Teraz zapewne skończy się na tym samym - znów autorytarnie rząd ma "otworzyć" 200 zawodów i kolejne - wg sobie tylko znanych racji (pewnie dobrych lobbystów) - "zamknąć i zostawić". Nagle okaże się, że urbanistą (gdzie naprawdę trzeba mieć szeroką wiedzę, przynajmniej powinno) czy architektem (gdzie pomyłka może skutkować co najmniej bublami przestrzennymi jeśli nie czymś gorszym) może zostać każdy, bez umiejętności rysunku odręcznego a adwokatem albo prokuratorem lub sędzią tylko "osoba posiadająca właściwą erudycję". To oczywiście spowoduje reakcję odwrotną od zamierzonej - czyli torpedowanie pomysłów rządu, sprawa musi rozbić się o TK i wszystko upadnie. Nie chcę już podnosić argumentów, ile tak naprawdę osób interesuje to co studiuje, w dobie baku egzaminów i "darmowej nauki" - 10%? Widać to po konferencjach.
A takim powszechnym kompromisem mogłoby być np.:
1/ uwolnienie wszystkich zawodów – ale wraz z rynkiem popytu na te usługi!
2/ państwowy egzamin teoretyczny na koniec studiów dla zainteresowanych kontynuowaniem nauki,
3/ niezbędna praktyka zawodowa.
No litości, nie można żądać, pełnoprawności w wykonywaniu zawodu na podstawie zdania egzaminu z przysłowiowych 10 pytań z zakresu prawa, ekonomii, socjologii czy historii architektury... to stanowczo za mało w prawdziwej pracy, gdzie każdy temat planistyczny uczy od nowa wiele rzeczy. Moje podejście trwało 3 lata od skończenia studiów a i tak miałem jeszcze szereg wątpliwości.
Pisze Pan, że porównywanie do inżynierów budownictwa jest nie na miejscu. Zgadzam się, że Ich praca to kwestie typowo techniczne. Ale praca urbanisty to umiejętność kojarzenia wielu zdarzeń i ubrania ich w zapisy prawa powszechnie obowiązującego na terenie danej jednostki terytorialnej. Tu też pomyłki mogą iść w setki tysięcy złotych (znam taki przypadek).
Kolejny argument: ceny opracowań spadną.
Taki argument mogą stawiać tylko osoby, które faktycznie nigdy nie widziały na oczy przetargu w trybie zamówień publicznych, gdzie jedynym kryterium jest cena (waga 100%). Już dziś (przykład) rozgrywane są tematy dot. farm wiatrowych z korytarzu ekologicznym Odry, wymagające transgranicznych ocen oddziaływania na środowisko, w obszarach Natura 2000, za... niecałe 40 tys zł., dużo?... to jeszcze trzeba będzie dopłacić do interesu, gdy się okaże że nagle wymagany będzie roczny monitoring wędrówek ptaków i ludziom trzeba będzie zapłacić za pójście i zrobienie waloryzacji przyrodniczej... albo 60 ha rewitalizowanego centrum miasta z pełną inwentaryzacją za… 20 tys zł, brutto oczywiście. W Polsce nie ma prawdziwego rynku planistycznego.
Dalej: nie każdy członek izby zasługuje na wpis
Prawda, wiele osób właśnie dlatego, że dostało swoje uprawnienia w czasie gdy przyznawano jest niemalże z automatu, łącznie z sekretarkami w wielkich biurach urbanistycznych, jeszcze nie tak dawno, bo przed 2000 r.
Dalej: prawdziwi chętni często nie mają szansy dostać się na staż/pracę
Niestety też prawda. Tyle, że jest i druga strona medalu. Otworzenie na oścież drzwi przy takiej podaży absolwentów (koślawy system edukacji w zasadzie każdy może niestety studiować) skończy się tym, że plany będą marne, ceny po 1500 zł/szt a rynek skurczony do zera. I nikt też nikogo nie zatrudni!. I konkurencja nie ma tu nic do rzeczy, bo po stronie Zamawiających (podaż) jest totalna reglamentacja, a rynek urbanistyczny praktycznie do tego został sprowadzony. Pomijam już fakt, że nawet do śmiałych rozwiązań urbanista nie ma dziś żadnych praw autorskich w relacji z samorządem. Chcemy wolny rynek? Wykreujmy najpierw prawdziwe planowanie przestrzenne i zlikwidujmy reglamentację podaży, np. poprzez możliwość finansowania obowiązkowych wszędzie planów miejscowych przez prywatnych inwestorów przy założeniu, że studium z którym muszą być zgodne jest wyłączną domeną samorządu.
Dalej: prawo UE
W każdym kraju UE istnieje pewna pula tzw. zawodów zastrzeżonych, które wymagają nostryfikacji i nie w tym problem. Problem jest w tym, że np. w przeciwieństwie do UK, nie ma żadnej dyskusji na linii samorząd zawodowy - administracja - szkoły wyższe.
Ale tak jest zawsze, wszystko zaczyna się od chwytliwych haseł, które nic nie znaczą, zamiast od rzetelnej dyskusji nad poprawą całego systemu planowania, którego przecież dzisiejsi niektórzy absolwenci też będą częścią w przyszłości. Bo tak jest najłatwiej. Nie ma drogi na skróty! Przykładem była chęć zniesienia pozwoleń budowę, przy czym zapomniano w oficjalnych komunikatach w mediach dodać kto odpowie za zawalenie się budynku, że do zgłoszenia trzeba dołączyć tyle samo załączników co do pozwolenia, a ludziom/sąsiadom ograniczono ich konstytucyjne prawo do sprzeciwu wobec inwestycji na etapie decyzji administracyjnej, co wytknął TK. No ale kto by się tym przejmował. Tak jest i teraz.
Przepraszam za swój zbyt długi wywód. Ale strasznie mnie irytują takie „drogi na skróty” bez rozwiązywania realnych problemów całego systemu, który często sam rodzi patologie koncesji, licencji, zezwoleń i innych skrajności głupoty, jak np. licencji na opowiadanie o historii genius loci jakiegoś miejsca. My się po prostu, wszyscy, tarzamy czasami w oparach kompletnego absurdu i skrajności.
Pozdrawiam
Łukasz
Realny kompromis wyobrażam sobie następująco. Każdy kto będzie chciał będzie mógł po X czasie ustalonym ustawowo i określonych (praktyka), czytelnych wymaganiach przystąpić do egzaminu państwowego badającego wiedzę teoretyczną i praktyczną na zasadzie porozumienia np. Ministra Infrastruktury i właściwego samorządu zawodowego. Likwidacja samorządów zawodowych jest niemożliwa, bo jest sprzeczna z prawem UE, w ramach którego działają np. ECTP czy ACE (np. kwestie nostryfikacji).
Ostatni raz zabiorę głos w tej sprawie ;) To co Pan proponuje nie różni się niczym od tego co jest obecnie mam wrażenie (nie licząc egzaminu), więc po co coś takiego wprowadzać? Miało być łatwiej a nie jeszcze trudniej. Poza tym nie można porównywać architekta czy też inżyniera budownictwa w zakresie konstrukcji z urbanistą, a chyba na tym polu dyskutujemy. Ostatnią rzeczą jest likwidacja samorządów zawodowych, a wg mnie nie do tego dążymy a raczej do tego, że łatwiej będzie się tam dostać. Ktoś kto zda egzamin państwowy po zakończeniu studiów zostaje wpisany na listę członków IU. Czemu tak nie może być?
Kolego Wollny bez urazy ale po Twoich wypowiedziach widać ze nie miales za duzej stycznosci z tym zawodem i dopiero kiedy troche popracujesz to zrozumiesz o czym pisze tutaj Łukasz i jak dużą, a przede wszystkim zróżnicowaną wiedzę musisz posiadać by samodzielnie wykonywać ten zawód i tworzyć dobre opracowania planistyczne. Dyskusja nad tym czy student po studiach jest w stanie konkurować merytorycznie z doświadczonym urbanistą jest całkowicie bez sensu. Poza tym zgodzę się z Piotrem ze to co proponuje rząd moze przynieść odwrotny skutek. A co najważniejsze ja nie specjalnie dostrzegam zwiazek miedzy bezrobociem wsrod mlodych ludzi a koniecznoscia odbycia 2 letniej praktyki zawodowej. Czyzby zniesienie obowiazku tej praktyki mialo sprawic, ze wszyscy absolwenci GP lub A&U będą dobrze zarabiającymi urbanistami?
"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"
Kolego Wollny bez urazy ale po Twoich wypowiedziach widać ze nie miales za duzej stycznosci z tym zawodem i dopiero kiedy troche popracujesz to zrozumiesz o czym pisze tutaj Łukasz i jak dużą, a przede wszystkim zróżnicowaną wiedzę musisz posiadać by samodzielnie wykonywać ten zawód i tworzyć dobre opracowania planistyczne.
Ale ja tutaj nigdzie nie piszę, że nie musi posiadać takiej wiedzy. Ba! Nawet nigdzie tutaj nie piszę, że student zaraz po studiach odnajdzie się w takim zawodzie. Ja po prostu stawiam pytania, a "nożyce same się odzywają".
Zgadzam się z Panem Łukaszem, że system jest zły, bo złe są uregulowania prawne i zły jest system szkolnictwa. Podoba mi się też rozwiązanie, które Pan Łukasz proponuje, czyli umożliwienie praktyki po egzaminie. Tylko kto taką praktykę mógłby umożliwiać? Bo tego mi właśnie najbardziej brakuje - możliwości odbycia praktyki po studiach w chwili obecnej.
Co do reszty, to skonfrontuję Panów wypowiedzi:
Dyskusja nad tym czy student po studiach jest w stanie konkurować merytorycznie z doświadczonym urbanistą jest całkowicie bez sensu.
Dalej: nie każdy członek izby zasługuje na wpis
Prawda, wiele osób właśnie dlatego, że dostało swoje uprawnienia w czasie gdy przyznawano jest niemalże z automatu, łącznie z sekretarkami w wielkich biurach urbanistycznych, jeszcze nie tak dawno, bo przed 2000 r.
I jeszcze jedno:
(...) by samodzielnie wykonywać ten zawód i tworzyć dobre opracowania planistyczne.
Sądzę, że urbanista to coś więcej niż zawód. To kategoria obejmująca osoby różnych profesji, które łączy zainteresowanie planowaniem i zarządzaniem rozwojem miast. Bycie urbanistą nie ogranicza się do sporządzania planów, choć to na pewno ważny element.
Realny kompromis wyobrażam sobie następująco. Każdy kto będzie chciał będzie mógł po X czasie ustalonym ustawowo i określonych (praktyka), czytelnych wymaganiach przystąpić do egzaminu państwowego badającego wiedzę teoretyczną i praktyczną na zasadzie porozumienia np. Ministra Infrastruktury i właściwego samorządu zawodowego. Likwidacja samorządów zawodowych jest niemożliwa, bo jest sprzeczna z prawem UE, w ramach którego działają np. ECTP czy ACE (np. kwestie nostryfikacji).
Ostatni raz zabiorę głos w tej sprawie ;) To co Pan proponuje nie różni się niczym od tego co jest obecnie mam wrażenie (nie licząc egzaminu), więc po co coś takiego wprowadzać? Miało być łatwiej a nie jeszcze trudniej. Poza tym nie można porównywać architekta czy też inżyniera budownictwa w zakresie konstrukcji z urbanistą, a chyba na tym polu dyskutujemy. Ostatnią rzeczą jest likwidacja samorządów zawodowych, a wg mnie nie do tego dążymy a raczej do tego, że łatwiej będzie się tam dostać. Ktoś kto zda egzamin państwowy po zakończeniu studiów zostaje wpisany na listę członków IU. Czemu tak nie może być?
Nie dam się wciągnąć w rozkładanie wypowiedzi na czynniki pierwsze, bo nie specjalnie mam na to czas i ochotę. Faktem jest ze nasze podejscie do tej sprawy zgola sie rozni bo rozni sie tez swiadomosc dotyczaca wykonywania tego zawodu. Ogranicze sie do opowiedzi na postawione pytanie - otoz wpis na liste czlonkow IU daje mozliwosc samodzielnego wykonywania zawodu, a samodzielne wykonywanie zawodu bez praktyki jest niemozliwe, choc moze bardziej trafnym okresleniem byloby okreslenie "szkodliwe". Myślę ze tak jest ze wszystkim, nie tylko z tworzeniem planow. Praktyka po prostu jest niezbedna. Zreszta bez tej praktyki nie wyobrazam sobie jak mozna zdać taki egzamin. To nie jest kwestia wkucia czegos na pamiec. Z wlasnego doswiadczenia moge powiedziec, ze po studiach duzo sie czlowiekowi wydaje, rzeczywistosc jednak bardzo weryfikuje te wyobrazenia.
"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"
Kolego Wollny bez urazy ale po Twoich wypowiedziach widać ze nie miales za duzej stycznosci z tym zawodem i dopiero kiedy troche popracujesz to zrozumiesz o czym pisze tutaj Łukasz i jak dużą, a przede wszystkim zróżnicowaną wiedzę musisz posiadać by samodzielnie wykonywać ten zawód i tworzyć dobre opracowania planistyczne.
Ale ja tutaj nigdzie nie piszę, że nie musi posiadać takiej wiedzy. Ba! Nawet nigdzie tutaj nie piszę, że student zaraz po studiach odnajdzie się w takim zawodzie. Ja po prostu stawiam pytania, a "nożyce same się odzywają".
Zgadzam się z Panem Łukaszem, że system jest zły, bo złe są uregulowania prawne i zły jest system szkolnictwa. Podoba mi się też rozwiązanie, które Pan Łukasz proponuje, czyli umożliwienie praktyki po egzaminie. Tylko kto taką praktykę mógłby umożliwiać? Bo tego mi właśnie najbardziej brakuje - możliwości odbycia praktyki po studiach w chwili obecnej.
Co do reszty, to skonfrontuję Panów wypowiedzi:
Dyskusja nad tym czy student po studiach jest w stanie konkurować merytorycznie z doświadczonym urbanistą jest całkowicie bez sensu.
Dalej: nie każdy członek izby zasługuje na wpis
Prawda, wiele osób właśnie dlatego, że dostało swoje uprawnienia w czasie gdy przyznawano jest niemalże z automatu, łącznie z sekretarkami w wielkich biurach urbanistycznych, jeszcze nie tak dawno, bo przed 2000 r.
I jeszcze jedno:
(...) by samodzielnie wykonywać ten zawód i tworzyć dobre opracowania planistyczne.
Sądzę, że urbanista to coś więcej niż zawód. To kategoria obejmująca osoby różnych profesji, które łączy zainteresowanie planowaniem i zarządzaniem rozwojem miast. Bycie urbanistą nie ogranicza się do sporządzania planów, choć to na pewno ważny element.
Odwrócę kolejność - najpierw przytoczone cytaty: rozumiem, że miały potwierdzać wzajemne wykluczanie się wypowiedzi. Nie widzę takiej sprzeczności, a gdyby nawet to nie wiem w czym problem. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ja pisze tylko i wyłącznie w swoim imieniu.
"Nożyce same się otwierają" to fakt, ale dlatego, że stawiasz nie do końca właściwe diagnozy obecnej sytuacji, w skrócie domagasz się takiej oto sytuacji: każdy student powinien móc zdać egzamin państwowy po skończeniu studiów z teorii planowania przestrzennego (czyli tego co się uczył na różnym poziomie w różnych szkołach), co powinno go uprawniać do pełnoprawnego wpisu na listę członków danej izby zawodowej. Praktyki mieć nie może, bo dopiero skończył studia. Wybacz Panie wollny ale z powodów, które opisał już Filip, nie jestem w stanie przyjąć czegoś takiego do wiadomości i się z tym zgodzić. A kwestia samej praktyki - to jest clue problemu. Pracowni jest tyle ile jest, co oznacza, że przy obecnym systemie prawnym nie będzie ich znacznie więcej, bo widocznie nie ma popytu na ich usługi i takiej potrzeby. To czy jest to właściwe czy nie - nie wiem, takie prawo rynku. Ale to nie jest problem ilości pracowni, tylko nadmiaru studentów i niejako przeładowania kierunków, właśnie w skutek braku właściwej weryfikacji merytorycznej przy rozpoczynaniu studiów. No litości - nie można oczekiwać, że 13 tys. absolwentów wychodzących rocznie bez problemów znajdzie swoje miejsce w gospodarce narodowej. Niestety po części wszyscy jesteśmy ofiarami bezmyślności edukacyjnej. Pomijam już fakt, braku świadomego wyboru kierunków studiów przez ludzi chcących studiować. Za kilka lat będzie podobnie z inżynierami (znam jednego, który nie odróżnia drogi od jezdni! :/). Domaganie się w związku z tym, "otwórzcie zawód" jest postawieniem wszystkiego na głowie. Wystarczy porównać ile szczebli kariery i kasy musi wydać student w Wielkiej Brytanii by zostać liczącym się planistą czy architektem, a ile wysiłku kosztuje go to samo w Polsce...
Poza tym nie rozumiem jednego związku - otworzenia na oścież zawodów a możliwości odbycia samej praktyki w danej pracowni (zwykle prywatnej). Co ma piernik do wiatraka? Bo jeśli w zamyśle było, że powstanie więcej firm, to oczywiście jest to błąd - nie ma tyle pracy na rynku.
Przepraszam niejako za brutalność mojego wywodu, ale taka jest prawda. To błędne koło polskiego szkolnictwa i prawa a nie wina samego samorządu zawodowego jako takiego - chociaż wiele rzeczy i tu należy poprawić w ich funkcjonowaniu.
Pozdrawiam
Ale ja na prawdę rozumiem to, że praktyka jest niezbędna :) nigdzie nie napisałem, że nie jest. Nie trzeba mi tego młotkiem wbijać. Tylko mam wrażenie, że obecnie nie mam na nią szansy, tym bardziej że i tak najczęściej na praktykę dostają się ludzie po Architekturze, a Gospodarkę Przestrzenną się deprecjonuje. Wiem z doświadczenia. Dlatego jestem za zmianami i nie mówię, że to co proponuje rząd jest najlepszym wyjściem z możliwych, ale przynajmniej trochę otwiera możliwości. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest to co proponuje Pan Łukasz, ale ja tutaj mogę sobie tylko z Wami dyskutować ;)
Ale ja na prawdę rozumiem to, że praktyka jest niezbędna :) nigdzie nie napisałem, że nie jest. Nie trzeba mi tego młotkiem wbijać. Tylko mam wrażenie, że obecnie nie mam na nią szansy, tym bardziej że i tak najczęściej na praktykę dostają się ludzie po Architekturze, a Gospodarkę Przestrzenną się deprecjonuje. Wiem z doświadczenia. Dlatego jestem za zmianami i nie mówię, że to co proponuje rząd jest najlepszym wyjściem z możliwych, ale przynajmniej trochę otwiera możliwości. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest to co proponuje Pan Łukasz, ale ja tutaj mogę sobie tylko z Wami dyskutować ;)
Mamy zatem inne doświadczenia. Moje mówi o tym, że studenci A&U idą z reguły w kierunku Architektury, bardzo mały ich odsetek wybiera Urbanę. Znam pracownie złożone z samych absolwentów GP. Znam również mnóstwo studentów, którzy znaleźli praktykę w pracowniach. Tendencje się zmieniają, bo coraz więcej absolwentów GP pracuje w tym zawodzie. Czasem mam wrażenie, że narzekanie jest sposobem na usprawiedliwienie swojej bezczynności. Bezczynności która z jednej strony przejawia się w biernym szukaniu, czyli liczeniu na to, że ktoś nam podstawi pod nos ogłoszenie, albo odnajdzie wśród sterty maili nasze cv; a z drugiej strony w rozszczeniowym podejściu przy całkowitym braku możliwości dania czegoś od siebie. Dla mnie student, który przychodzi na praktykę do pracowni i nie zna nawet podstawowego programu jakim jest Autocad, a ustawy o planowaniu nie widział na oczy jest idealnym reprezentantem takiej bezczynności.
Ostatnio na naszym facebookowym profilu zaproponowałem studentom współpracę polegającą na tym, że studeni podsyłają nam informacje o pracowniach urbanistycznych z ich rejonów, a my kontaktujemy się z nimi i zachęcamy do przyjmowania studentów na praktyki i umieszczania takich bezpłatnych ogłoszeń na portalu. Jaki był odzew? ZEROWY. Pozostawię to bez komentarza.
"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"
Ale ja na prawdę rozumiem to, że praktyka jest niezbędna :) nigdzie nie napisałem, że nie jest. Nie trzeba mi tego młotkiem wbijać. Tylko mam wrażenie, że obecnie nie mam na nią szansy, tym bardziej że i tak najczęściej na praktykę dostają się ludzie po Architekturze, a Gospodarkę Przestrzenną się deprecjonuje. Wiem z doświadczenia. Dlatego jestem za zmianami i nie mówię, że to co proponuje rząd jest najlepszym wyjściem z możliwych, ale przynajmniej trochę otwiera możliwości. Dla mnie lepszym rozwiązaniem jest to co proponuje Pan Łukasz, ale ja tutaj mogę sobie tylko z Wami dyskutować ;)
..., że większość nie ma nią szansy (wg Twojego zdania), bo jest po prostu za dużo kandydatów i rynek nie jest w stanie ich wchłonąć?... tak po prostu?
(...) idealnym reprezentantem takiej bezczynności.
Ostatnio na naszym facebookowym profilu zaproponowałem studentom współpracę polegającą na tym, że studeni podsyłają nam informacje o pracowniach urbanistycznych z ich rejonów, a my kontaktujemy się z nimi i zachęcamy do przyjmowania studentów na praktyki i umieszczania takich bezpłatnych ogłoszeń na portalu. Jaki był odzew? ZEROWY. Pozostawię to bez komentarza.
Ja mam wrażenie, że ciągle jestem atakowany:P Czy ten zarzut był do mnie? Ja obecnie kończę 6 mies staż, ale dalej zamierzam szukać praktyk. A co do tego ogłoszenia, to nie widziałem go na Facebooku, chociaż stale jestem in-touch.
..., że większość nie ma nią szansy (wg Twojego zdania), bo jest po prostu za dużo kandydatów i rynek nie jest w stanie ich wchłonąć?... tak po prostu?
Mi nie trzeba tego mówić. Mnie też to boli, że po moim kierunku równocześnie ze mną wyjdzie ok 300 innych osób (i to tylko w Poznaniu).
Więc chciałem kolegę obronić ;) - nikt nikogo nie atakuje. Sam widzisz jak jest i jak być powinno. Argumentacji naszej nie odnoś ad personam, pozdrawiam
"..Siedmioosobowy zespół ekspertów, którzy pracują nad otwarciem zawodów, ustalił już, że w około 30 przypadkach nie można znieść regulacji - to m.in. zawody medyczne, a także prawnicy czy architekci, którzy mają własne samorządy zawodowe."
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,10844568,Minister_Gowin_otwiera_zawody.html#i...
skoro architekci to prawdopodobnie i urbaniści
I faktycznie nie ma:
http://ms.gov.pl/pl/deregulacja-dostepu-do-zawodow/
Może to i lepiej.