Jesteś tutajZmiana prawa wodnego – a co z planowaniem przestrzennym?

Zmiana prawa wodnego – a co z planowaniem przestrzennym?


mgr Łukasz Grzesiak, redakcja Urbanistyka.Info

 

Nie minęły 4 miesiące od dnia wejścia w życie przepisów, które ostatnio dokonały najwięcej zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (w sprawie tych zmian interweniowała m.in. urbanistyka.info), a już mamy kolejne. Co ciekawe – zmieniające również te sprzed 4 miesięcy. Cóż więc takiego się wydarzyło na przestrzeni tego czasu, że dziś możemy spotkać ponownie np. nową interpretację przepisu dotyczącą uzgadniania decyzji o warunkach zabudowy z regionalnym zarządem gospodarki wodnej (art. 53)?... Czego więc dowiadujemy z ustawy o zmianie ustawy prawo wodne i niektórych innych ustaw z 5 stycznia 2011 r. i jak implikuje ona do przepisów stricte planistycznych? Dowiadujemy się otóż jak kluczowa dla rozumienia prawa jest „semantyka wypowiedzi”. Sedno zagadnienia stanowi bowiem modyfikacja art. 9 Prawo wodne i rozdzielenie definicji obszarów powodziowych na „obszary narażone na niebezpieczeństwo powodzi” oraz „obszary szczególnego zagrożenia powodzią” i delegacja tego drugiego do ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – zarówno w odniesieniu do studium uwarunkowań…, do planu miejscowego jak i do decyzji o warunkach zabudowy w art. 5. tejże ustawy. Co ciekawe, „obszary narażone na niebezpieczeństwo powodzi” mimo określenia już przez ustawodawcę możliwości „znaczącego ryzyka powodzi”, nie mogą być ujmowane w dokumentach planistycznych (czyżbyśmy śmiali naruszyć czyjeś interesy inwestycyjne?). Dokumenty strategicznego rozwoju przestrzennego mogą określać tylko obszary szczególnego zagrożenia powodzią (czyli takie, na których jest możliwość jej wystąpienia w cyklu stuletnim, dziesięcioletnim, na terasie zalewowej pomiędzy brzegiem rzeki a wałem albo w rejonie wód morskich na zasadzie pasa technicznego). Co to oznacza? Koniec dobrowolności i uznaniowości urbanisty projektującego przestrzeń, ponieważ teraz należałoby przyjąć taką definicję, iż w dokumentach planistycznych należy określać tylko te obszary, które są jednoznacznie potwierdzone dokumentami trzecimi, eksperckimi, czymś na zasadzie np. ekspertyzy hydrogeologa do planu lub decyzji, jeśli nie ma np. studium ochrony przeciwpowodziowej zdefiniowanego przez właściwy Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej i to z dokładnym podzieleniem na obszary, na których jest tylko „niebezpieczeństwo powodzi” (nic to, że nawet znacznej) i takie, na których zagrożenie jest „szczególne”. Idąc dalej tym tropem można wysnuć wniosek, iż mimo wykazania w ekofizjografii realnie dużego spadku terenu i wysokiego poziomu wód gruntowych z okresowymi podtopieniami, zakazać zabudowy nie można – bo najpierw trzeba wykazać, że te podtopienia nie są już „niebezpieczeństwem” a są jedną z czterech kategorii „szczególnej powodzi” określonej w prawie wodnym. Per analogiam w przypadku terenów osunięć mas ziemnych, a nie „zagrożonych” osunięciami (czyżby casus Lanckorony niczego nie uczył?). Innymi słowy znika podstawowa dla planowania przestrzennego i strategicznej oceny oddziaływania na środowisko zasada przezorności, bowiem ma być jednoznacznie wykazana pewność, której oczywiście – po pierwsze – na skutek braku właściwych dokumentów „strategii wodnej” w skali państwa czy regionów, a po drugie – na skutek ignorancji i gry lokalnych interesów, szczególnie w kontekście decyzji o warunkach zabudowy, nie ma i nie będzie. Bowiem jak wykazać na etapie decyzji o warunkach zabudowy, iż na terenie, który ewidentnie nie powinien podlegać zabudowie, że zalanie które wystąpiło np. 2 lata temu stanowi kategorię cyklu 10 letniej powodzi w ramach obszaru szczególnego zagrożenia? Kto sobie zada taki trud? Jak to uzasadnić przed prawnikami z SKO? i w końcu… kto to poświadczy swoim podpisem? W przypadku planów miejscowych ścieżka myślowa jest podobna, tyle że trudniej odrzucić jego ustalenia.
Likwidując zasadę przezorności i pragmatyzmu urbanistycznego/ruralistycznego otworzyliśmy już de fato na oścież drzwi przed zabudową terenów zalewowych. Pytanie więc, w czyim interesie i czy ktoś przeanalizował skutki dla doktryny planistycznej?
 
mgr Łukasz Grzesiak
urbanistyka.info
 

 

Your rating: None Average: 4.8 (6 votes)


Nawigacja

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 users i 26 gości.