Jesteś tutajForums / Samorząd zawodowy / Wasze wnioski na X Krajowy Zjazd Izby Urbanistów

Wasze wnioski na X Krajowy Zjazd Izby Urbanistów


Filip Sokołowski's picture

By Filip Sokołowski - Posted on 24 marzec 2011

Temat zrodził się dzięki dyskusji wywołanej przez Kol. Piotra Piechockiego, który zachęcił do zapoznania się z artykułem" Planowanie ustawiczne, bo intratne" www.rp.pl/artykul/626463-Planowanie-ustawiczne--bo-intratne-.html . Artykuł ten wywołał dyskusje na portalowym forum, której owocem jest pomysł, na zebranie postulatów dot. niezbędnych zmian, które powinny zostać przedstawione na X Krajowym Zjeździe Izby Urbanistów.

Kol. Maciej Hermanowski, z Kol. Piotrem Piechockim rozpoczęli dyskusje na temat konieczności zamiany społecznych funkcji w izbie na płatne etaty, dzięki którym łatwiej i sprawniej możnaby realizować stojące przed izbą zadania. Dzięki zasadzie - "Płacimy - wymagamy" nasze środowisko miałoby większą szanse zadbania o właśne interesy poprzez faktyczną aktywność swoich członków. Co Wy na to? Jakie są Wasze propozycje zmian? Co można i warto zmienić? Podyskutujmy o naszym zawodzie - o tym dokąd wszyscy zmierzamy (?). Liczymy na owocną dyskusję.

Piotr Piechocki's picture

Z jednej strony może się wydawać, że jak ktoś dał się wybrać do organów izby to wiedział co robi.
Z drugiej strony nie mogę oczekiwać, że ktoś będzie poświęcał czas dla ogółu izbowego, kosztem pracy zawodowej, rodziny itd. bez gratyfikacji, obojętnie w jakiej formie ona by nie była.
Jeżeli członkowie izby chcą mieć sprawnie działające organa wykonawcze to w jakimś zakresie muszą zapewnić ich utrzymanie a jednocześnie będzie im łatwiej je rozliczać z podejmowanych działań.
Rachunek ekonomiczny pokaże czy izbę stać na takie zasady przy 4 okręgowych izbach?
Ale z obserwacji wnioskuje, że na pewno nie stać nas na zaniechanie działań zmierzających do podniesienia efektywności działania organów wykonawczych izby.
Daleki jestem od stosowania „równych zasad dla wszystkich członków organów”.
Jest oczywistym, że wszystkim członkom swoich organów izba zapewnia „zwrot kosztów” w postaci „diet”.
Te koszty też można ograniczyć do niezbędnego minimum (konferencje elektroniczne). Natomiast osoby funkcyjne (kierujące danym organem) powinny za poświecony izbie czas otrzymywać określone wynagrodzenie, aby każdy przeciętny członek izby wiedział, że ma prawo oczekiwać konkretnych efektów wynikających z pracy danego organu, a każdy organ, a przede wszystkim osoby nimi kierujące miały odpowiednia motywację i presję na efektywność działania.
Inaczej wszystko sprowadza się do BYCIA i TRWANIA, a przecież chodzi oto, żeby Izba działała coraz sprawniej.
Jak dla mnie sprawność działania izby powinna przekładać się dla każdego jej członka w odczuwalnej poprawie ochrony zawodu urbanisty i tworzeniu właściwych warunków jego wykonywania (STATUT IZBY: par. 11 pkt 3).
Niestety dostrzegam, że ochrona zawodu urbanisty polega niekiedy na ochronie tegoż zawodu przed samymi urbanistami, a tworzenie właściwych warunków wykonywania zawodu polega na kuluarowych ocenach, że kolejne ustawy wypracowane przez ministrów i posłów skutkują na przykład podniesieniem rangi decyzji o warunkach zabudowy przy jednoczesnym umniejszeniu i zniechęcaniu do sporządzania planów miejscowych.
10 lat funkcjonowania Izby powinno skłonić do refleksji i wniosków a w pierwszej kolejności zadawania pytań i formułowania odpowiedzi .
Dlaczego jest jak jest? Jaki my sami mamy i możemy mieć udział w tym, żeby zmienić to co uważamy konieczne do zmiany?
Oczywiście muszę założyć, że moja ocena jest wyjątkowo niesprawiedliwa i oderwana od rzeczywistości.
Demokracja ma swoje prawa i większość ma rację również wówczas kiedy jest to większość milcząca. Milczenie przecież oznacza akceptację otaczającej rzeczywistości.
Ja się z obecną rzeczywistością nie zgadzam i w jakikolwiek sposób jeszcze próbuję zmobilizować siebie i innych do podjęcia dyskusji bo ciągle mam nadzieję, że stać nas na wypracowanie lepszej pozycji jako całej grupy zawodowej w kontekście naszych relacji wewnętrznych oraz zewnętrznych.

Podnoszenie składek nie jest jedynym sposobem bilansowania budżetu, ale niestety obecnie jedynym praktykowanym!!

Może składki od kandydatów do Izby czyli posiadaczy dzienniczków praktyk?
Może połączenie z IA, przecież izba inżynierska to konglomerat tylu zawodów i na dodatek architekci w IU stanowią spory udział członkowski?
Może inna organizacja statutowa (regulaminowa) organów izby.
Czy cokolwiek wynikło z „Raportu dotyczącego możliwości pozyskania funduszy UE dla finansowania IU lub niektórych jej inicjatyw”?

Tak więc najpierw podyskutujmy a po dyskusji głosowanie!!

Maciej Hermanowski's picture

Tak jak już wcześniej pisałem moim zdaniem izba, żeby sprawnie działała, powinna działać jak firma, dlatego popieram pomysł opłacania członków izby, którzy pełnią określone funkcje. Oczywiście do sprawy trzeba podejść zdroworozsądkowo, żeby się nagle nie okazało, że powstanie nam przerośnięty aparat biurokratyczny. Ja wnioskowałbym o powołanie przy każdej izbie zespołu odpowiedzialnego za aktywność izby. Wyznaczyłbym zakres działań dla tego zespołu, dzieląc na konkretne zadania. Dla każdego zadania powołałbym podzespoły 2 osobowe i ustaliłbym dla nich wynagrodzenie - podstawę + wynagrodzenie za efekty. Efekty oceniane byłby na podstawie sprawozdania z działalności, w okresach półrocznych. Jeśli okazałoby się, że efektów nie ma żadnych, to odwoływałoby się taki zespół i powoływało nowy. Dla mnie dwa najważniejsze podzespoły powinni się zajmować:
1. ETYKĄ ZAWODOWĄ - mam wrażenie, że coś takiego nie istnieje wśród urbanistów,
2. PRAWEM W PLANOWANIU PRZESTRZENNYM - dziś tylko potrafimy narzekać, a nic nie robimy.

Maciej Hermanowski's picture

Tematowi etyki zawodowej w naszym środowisku trzeba by w moim odczuciu poświęcić cały kilkudniowy zjazd i ustalić w końcu jakieś zasady i sposób ich egzekwowania. Jak patrzę dziś na przetargi to się zastanawiam w jaki sposób co niektórzy utrzymują siebie i swoje pracownie. Nie wspominam już o szacunku do swojej wiedzy i zawodu, bo on już dawno umarł. Coś z tym trzeba zrobić, bo jeśli nie, to niedługo bardziej będzie się opłacało pracować w sklepie spożywczym niż być urbanistą. Sprzedajemy się za pół darmo i taki jest fakt. Wszystko wokół drożenie, tylko opracowania planistyczne są coraz tańsze.
Moim zdaniem powinny być ustalone jakieś minima.. ale godziwe minima. Myślę, że temat urzędników pracujących na etacie i wykonujących opracowania w trakcie pracy, na nie swoim prywatnym sprzęcie nikogo już nie dziwi, choć wydaje mi się, że w dalszym ciągu jest to temat tabu. Jak można tu mówić o konkurencji, kiedy jedni korzystają z przywilejów firmy w jakiej pracują, a inni muszą utrzymywać siebie, pracowników i całą pracownie. Dlaczego milczymy na ten temat? Dlaczego nie chcemy postarać się o takie zasady konkurencji, aby żyło nam się dobrze? Dokąd to ma zmierzać? Na czym polegać?

Maja Perskiewicz's picture
Piotr Piechocki napisał/a:

Z jednej strony może się wydawać, że jak ktoś dał się wybrać do organów izby to wiedział co robi.
Z drugiej strony nie mogę oczekiwać, że ktoś będzie poświęcał czas dla ogółu izbowego, kosztem pracy zawodowej, rodziny itd. bez gratyfikacji, obojętnie w jakiej formie ona by nie była.
Jeżeli członkowie izby chcą mieć sprawnie działające organa wykonawcze to w jakimś zakresie muszą zapewnić ich utrzymanie a jednocześnie będzie im łatwiej je rozliczać z podejmowanych działań.
Rachunek ekonomiczny pokaże czy izbę stać na takie zasady przy 4 okręgowych izbach?
Ale z obserwacji wnioskuje, że na pewno nie stać nas na zaniechanie działań zmierzających do podniesienia efektywności działania organów wykonawczych izby.
Daleki jestem od stosowania „równych zasad dla wszystkich członków organów”.
Jest oczywistym, że wszystkim członkom swoich organów izba zapewnia „zwrot kosztów” w postaci „diet”.
Te koszty też można ograniczyć do niezbędnego minimum (konferencje elektroniczne). Natomiast osoby funkcyjne (kierujące danym organem) powinny za poświecony izbie czas otrzymywać określone wynagrodzenie, aby każdy przeciętny członek izby wiedział, że ma prawo oczekiwać konkretnych efektów wynikających z pracy danego organu, a każdy organ, a przede wszystkim osoby nimi kierujące miały odpowiednia motywację i presję na efektywność działania.
Inaczej wszystko sprowadza się do BYCIA i TRWANIA, a przecież chodzi oto, żeby Izba działała coraz sprawniej.
Jak dla mnie sprawność działania izby powinna przekładać się dla każdego jej członka w odczuwalnej poprawie ochrony zawodu urbanisty i tworzeniu właściwych warunków jego wykonywania (STATUT IZBY: par. 11 pkt 3).
Niestety dostrzegam, że ochrona zawodu urbanisty polega niekiedy na ochronie tegoż zawodu przed samymi urbanistami, a tworzenie właściwych warunków wykonywania zawodu polega na kuluarowych ocenach, że kolejne ustawy wypracowane przez ministrów i posłów skutkują na przykład podniesieniem rangi decyzji o warunkach zabudowy przy jednoczesnym umniejszeniu i zniechęcaniu do sporządzania planów miejscowych.
10 lat funkcjonowania Izby powinno skłonić do refleksji i wniosków a w pierwszej kolejności zadawania pytań i formułowania odpowiedzi .
Dlaczego jest jak jest? Jaki my sami mamy i możemy mieć udział w tym, żeby zmienić to co uważamy konieczne do zmiany?
Oczywiście muszę założyć, że moja ocena jest wyjątkowo niesprawiedliwa i oderwana od rzeczywistości.
Demokracja ma swoje prawa i większość ma rację również wówczas kiedy jest to większość milcząca. Milczenie przecież oznacza akceptację otaczającej rzeczywistości.
Ja się z obecną rzeczywistością nie zgadzam i w jakikolwiek sposób jeszcze próbuję zmobilizować siebie i innych do podjęcia dyskusji bo ciągle mam nadzieję, że stać nas na wypracowanie lepszej pozycji jako całej grupy zawodowej w kontekście naszych relacji wewnętrznych oraz zewnętrznych.

Podnoszenie składek nie jest jedynym sposobem bilansowania budżetu, ale niestety obecnie jedynym praktykowanym!!

Może składki od kandydatów do Izby czyli posiadaczy dzienniczków praktyk?
Może połączenie z IA, przecież izba inżynierska to konglomerat tylu zawodów i na dodatek architekci w IU stanowią spory udział członkowski?
Może inna organizacja statutowa (regulaminowa) organów izby.
Czy cokolwiek wynikło z „Raportu dotyczącego możliwości pozyskania funduszy UE dla finansowania IU lub niektórych jej inicjatyw”?

Tak więc najpierw podyskutujmy a po dyskusji głosowanie!!

Składki od kandydatów - czy to dobry pomysł? Jeśli mielibyśmy mieć równy dostęp do konferencji i szkoleń, to czemu nie... chociaż z drugiej strony, większość asystentów zarabia takie grosze, że 85zł miesięcznie jest dla nich sporym wydatkiem - przykra prawda.. ale chyba jedno z drugiego wynika - jeśli stawki za opracowania są coraz mniejsze, to jak płaca dla asystenta ma być godziwa. Problem w tym, że coraz większa liczba studentów wybiera inną drogę, ze względu na te pieniądze.. sam prestiż zawodu już nie wystarcza.. niedługo nie będzie ludzi do robienia tych opracowań.
Mój wniosek jest taki - zwiększyć dostępność do konferencji i szkoleń dla asystentów odbywających praktyki zawodowe - poziom ich wykształcenia również zależy od możliwości kształcenia się wśród doświadczonych Urbanistów z Izb.

Łukasz Grzesiak's picture

Przede wszystkim Izba powinna stanowić naturalne, przejrzyste i czytelne tło dla pracy urbanistów - od spraw codziennych, jak np. rekomendować wypracowane w dyskusji wśród swoich członków określone interpretacje prawne, po globalne - np. w zakresie wypracowania niejako wzorcowego modelu prawa urbanistycznego jako odniesienia do wszelkich pomysłów osób trzecich. Powinna też stać czytelnym forum dysusji o sprawach zawodowych i ad hoc reagować na nieprawidłowości w etyce wykonywania zawodu (np. kwestia zamówień publicznych). I oczywiście tu rodzi się pytanie, kto to ma zrobić? Nie ma prostych recept, trzeba rozmawiać i zobaczyć jakie w ogóle są trendy. Dziś odnoszę wrażenie, że nikomu na niczym większym nie zależy, a statut najlepiej działa w kwestii waloryzacji składek (notabene prawdopodobnie najwyższych w kraju). Sam się zastanawiam przy jakiej kwocie zaczną się prostesty i bunt ;)...

Padła tu propozycja działalności Izby jako firmy, z opłacaniem jej pracowników i oczekiwaniem efektów tej pracy. Co do zasady - zgoda, ale w praktyce - niemożliwe. Pomijając fakt, że byłoby to sprzeczne z ustawą i rolą samorządu jako takiego zrzeszonego przecież w ECTP, to na dodatek - jestem pewien - mocno wywindowałoby składki. Na to nikt nie pójdzie.

Tak jak napisała bodajże Pani Maja - to błędne koło, nikt nie dba o poziom zamówień publicznych (ostatnie przykłady: niech mi ktoś wytłumaczy jak można zrobić całe studium za 36 tys. zł brutto?), a oczekuje się cudów. Jedyne wytłumaczenie jakie się nasuwa - to fasadowy przetarg i pieniądze pod stołem. Nie ma innej możliwości.

Reasumując, Izba powinna realnie reprezentować urbanistów. Być oparciem, wskazaniem i pomocą. Silnie stać za urbanistą. Ale jednocześnie wymagać rzetelności i podstawowej uczciwości zawodowej, z jednoznacznym karaniem np. za dumping cenowy - przykład może brać z Izby Architektów.

Problem jest faktycznie spory - to pytanie przede wszystkim o tożsamość samorządu zawodowego, a odpowiedź, że jest nas niedużo nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Można wyjść jeszcze dalej i zapytać - dlaczego np. Izba nie prowadzi działań edukacyjnych z zakresu szeroko pojętej przestrzeni? dlaczego nie konsultuje programów kształcenia (a może konsultuje? - proszę poprawić, jeśli się mylę), dlaczego nie dociera z akcją edukacyjną i informacyjną do ludzi?

Dyskutujmy w swoim gronie, i spróbujmy coś naszkicować. Problemem jest brak chęci i motywacji.

Piotr Piechocki's picture

Opłata za potwierdzenie kwalifikacji wynosi obecnie 2000 zł.
Składki kandydata od dnia wydania dzienniczka praktyk mogłyby pomniejszać opłatę za potwierdzenie kwalifikacji. Przy tej okazji prowadzący praktykę mógłby mieć pomniejszone swoje składki w jakimś procencie. Jednocześnie urbanista mógłby prowadzić dwóch praktykantów. Jak praktyka trwałaby 4 lata to niestety sumarycznie składki byłby większe od opłaty co powinno mobilizować do efektywnego przebiegu praktyki. Taki układ wg mnie byłby racjonalny. Jednocześnie za nieracjonalne i nieuzasadnione uważam odebranie prawa do prowadzenia praktyk członkom izby o stażu niższym niż 5 lat. O tym czy ktoś prowadzi praktyki właściwie świadczy efekt końcowy czyli potwierdzenie kwalifikacji kandydata. To potwierdzenie powinno odbywać się jednak wyłącznie na podstawie egzaminu państwowego. Aby ograniczyć członkowi izby prawo do prowadzenia praktyk musiałyby zajść okolicznosci dowodzące ze praktyki prowadzone sa niewłaście, czyli na przykład dwóch praktykantów nie zdaje egzaminu.
Takie są moje przemyślenia.

Piotr F's picture
Piotr Piechocki napisał/a:

Opłata za potwierdzenie kwalifikacji wynosi obecnie 2000 zł.
Składki kandydata od dnia wydania dzienniczka praktyk mogłyby pomniejszać opłatę za potwierdzenie kwalifikacji. Przy tej okazji prowadzący praktykę mógłby mieć pomniejszone swoje składki w jakimś procencie. Jednocześnie urbanista mógłby prowadzić dwóch praktykantów. Jak praktyka trwałaby 4 lata to niestety sumarycznie składki byłby większe od opłaty co powinno mobilizować do efektywnego przebiegu praktyki. Taki układ wg mnie byłby racjonalny. Jednocześnie za nieracjonalne i nieuzasadnione uważam odebranie prawa do prowadzenia praktyk członkom izby o stażu niższym niż 5 lat. O tym czy ktoś prowadzi praktyki właściwie świadczy efekt końcowy czyli potwierdzenie kwalifikacji kandydata. To potwierdzenie powinno odbywać się jednak wyłącznie na podstawie egzaminu państwowego. Aby ograniczyć członkowi izby prawo do prowadzenia praktyk musiałyby zajść okolicznosci dowodzące ze praktyki prowadzone sa niewłaście, czyli na przykład dwóch praktykantów nie zdaje egzaminu.
Takie są moje przemyślenia.

Panie Piotrze,
Ja aktualnie prowadzę 3 praktyki.. zgodnie z tym co Pan pisze, powinienem prowadzić 2, a jednej osobie powiedzieć, że ma poczekać sobie 4 lata jak skończę, albo poszukać sobie innej pracowni. Nie wiem skąd pomysł ograniczania.. osoby u mnie pracujące posiadają od 1 roku do prawie 2 lat doświadczenia, nie trzeba nad nimi stać.. nie wymaga to ode mnie takiego zaangażowania, żebym nie mógł nad tym zapanować.
Poza tym tak się zastanawiam co do pomysł wprowadzenia składek dla praktykantów przy jednoczesnym obniżeniu ich opłaty "wejściowej". Jak dobrze zrozumiałem Pana intencje, to wyjdziemy na 0. A właściwie to jeszcze izba dołoży do interesu, bo wypadałoby ustalić stawki za szkolenia takie jak dla czynnych urbanistów. Popieram Pana Łukasza w pomyśle zabrania się za przetargi - zamiast zastanawiać się nad tym na kim tu jeszcze izba może zarobić, to pomyślmy o tym jak nie tracić.. bo przez postępowanie niektórych naszych kolegów i koleżanek mamy sytuację, w której żeby wygrać przetarg powinniśmy dołożyć do interesu. To nie są sprawy incydentalne, to się dzieje powszechnie. Może założymy na portalu temat - rażące ceny przetargów.

Łukasz Grzesiak's picture

Pragnę zaznaczyć jedno - pobieranie jakichkolwiek składek od praktykantów, którzy nie są zrzeszeni w smorządzie zawodowym (nie istnieje więc przyczynek prawny) jest z góry naruszeniem ich prawa i mogłoby być - wg mnie - nawet niekonstytucyjne. Ponadto - jakiego parktykanta będzie stać na składki i czy nie spowoduje to czasem jeszcze skutku odwrotnego do zamierzonego tj. wycofywania się z zawodu? o to nam chodzi? o minimalizację konkurencji?

Czy jest jakiś realny przykład pobierania pieniędzy w Europie od praktykantów/aplikantów przed ich przystąpieniem do danej Izby?

Ja nie jestem przeciwny konkurencji. Jestem przeciw konkurencji nieuczciwej. I tu jest realne pole do działań Izby. To powinno działać jak z automatu, "na dzwonek" strony poszkodowanej w przetargu. Powinny zostać wyliczone realne ceny za poszczególne opracowania towarzyszące i samo meritum w stousnku do różnych form tematów (np. obszary Natury, problematyka hałasu przy planach związanych z np. z lotniskami, problematyka studium krajobrazowego przy planach wiatrakowych itp.) i wyciągnięta np. mediana jako obowiązujące minimum przetargowe każdego członka Izby. Oczywiście to nie wystarczy - Izba powinna lobbować za obowiązkiem określenia przez ustawodawcę co najmniej dwóch rożnych kryteriów przetargowych, oprócz ceny. To jest moje zdanie. Izba nie może anulować przetargu, ale może pociągać do odpowiedzialności swoich członków, zaczynając od "nagany/upomnienia", poprzez kwestie finansowe aż po zawieszenie (np. po 3cim razie złamania wytycznych izbowych). Wyobrażałbym sobie aby zlecić na zewnątrz takie analizy cenowe, a później stałyby się one polem do dyskusji w forum wewnętrznym np. w ramach seminariów czy zjazdów i przyjęte w drodze uchwały przez krajówkę. Ale zaznaczam - po szerokich konsultacjach, które ustawiłyby jakoś zasady konsensusu a nie w formie odgórnej uchwały KRIU (jak miało to miejsce np. w przypadku obowiązku szkoleniowego). Wszystko można zrobić ale potrzeba trochę dobrej woli - skoro można wycenić (podobno) cenę krajobrazu w Tartach w Parku Narodowym, to tym bardziej cenę opracowania planistycznego.

Pragnę tu zaznaczyć, iż nie obchodzi mnie "kto ma tak zwanych zaprzyjaźnionych inwestorów prywatnych", którzy idą drogą poniżej przetargu - to sprawy indywidualne. Mi chodzi o przejrzystość i jasność zasad, które podobno obowiązują nas wszystkich - zamówień publicznych.

Piotr Piechocki's picture

Każdy ma inne doświadczenia i tylko ich szeroka wymiana może zbiliżyć nas do wypracowania optymalnych rozwiązań. Moje wypowiedzi na forum proszę traktować jako głos w dyskusji nad sformułowaniem oczekiwanych zmian albo co najmiej określeniem ich kierunku. Mój zamysł w zakresie praktyk polega na ściślejszym powiązaniu praktykanta z Izbą a nie tylko samym opiekunem praktyki. Z drugiej strony należy wymyśleć spoób na zwiększenie zainteresowania urbanistów prowadzeniem praktyk.
Przetargom a w zasadzie warunkom pozyskiwania zleceń warto poświęcić odrębny temat forum.

Filip Sokołowski's picture

Ja w imieniu Redakcji Portalu, chciałbym aby Krajowa Izba pochyliła się nad kwestią przyznawania przez nasz portal punktów dla urbanistów, za publikację artykułów na portalu. Staramy się uzyskać to potwierdzenie od czasu kiedy pojawiła się kwestia punktów za doskonalenie zawodowe, czyli mniej więcej od roku. Póki co, bezskutecznie. Myślę, że to ważne dla dwóch stron - urbaniści zyskaliby kolejną, co ważne bezpłatną, możliwość zdobywania punktów, a czytelnicy portalu mieliby okazje poczytać większą ilość praktycznych opracowań. Zakładając, że artykułem mógłby być opis ciekawego projektu i problemów napotkanych na drodze do jego realizacji, to trudno się nie zgodzić, że taki materiał miałby wartość edukacyjną, a przecież o to w końcu chodzi. Dodam, że portal ma numer ISSN i jest zarejestrowany w Bibliotece Narodowej.

W imieniu Redakcji będę wdzięczny za wpisanie naszego wniosku na listę wniosków.

"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"

Piotr F's picture

Prześledziłem powyższą dyskusję jak i tą o przetargach, która znajduje się w dziale urbanistyka w praktyce i wnioski nasuwają mi się następujące:
1. Nie jest prawdą, że cena stanowi jedyne kryterium. Proszę zwrócić uwagę, że w bardzo dużej liczbie przetargów, same warunki przystąpienia stanowią swego rodzaju kryterium. To czy te warunki są ustawiane pod konkretną pracownie to osobna kwestia, ale mimo wszystko są i mówienie, że cena stanowi jedyne kryterium, to w moim odczuciu nadużycie. Gdyby tak było, wszyscy mieliby równe szanse... a prawda jest taka, że młode firmy mają bardzo ograniczony dostęp do przetargów. I jak weźmiemy powyższe pod uwagę, to nie ma się co dziwić, że ktoś pracuje za pół darmo...bo jakoś ten dorobek musi zdobyć. Wygląda to w ten sposób, że do przetargów nieobwarowanych tysiącem wymagań startują młode firmy ścigając się w konkursie "kto da mniej", a potem wykonują robotę po kosztach.
2. Drugim zjawiskiem napędzającym kryzys cenowy są urbaniści, którzy nie prowadzą pracowni, a wykonują opracowania na działalności gosp. jednocześnie pracując na etacie w urzędach lub pracowniach miejskich czy wojewódzkich, korzystając nierzadko z przywilejów tego etatu - jakie to przywileje, myślę, że wszyscy sobie zadajemy sprawę na czym to polega.
3. Zmiana w ustawie o zamówieniach publicznych i wprowadzenie zasady, że cena nie może stanowić jedynego kryterium będzie sprzeczna z zasadami wolnego rynku, bo wyeliminuje automatycznie młode firmy bez żadnego dorobku.

Punkt 1 i 3 to koło zamknięte i trzeba znaleźć złoty środek. Co do kryteriów przetargu to moim zdaniem powinno być jasno określone, że warunki przetargu muszą znajdować uzasadnienie - np. jeśli przedmiotem zamówienia jest MPZP na niewielki obszar zabudowy mieszkaniowej, to bezzasadne okazuje się kryterium, które dopuszcza do przetargu firmy, które mają na swoim koncie np. plany o zróżnicowanych funkcjach. Zrozumiała jest dla mnie kwestia zabezpieczenia gminy przed błędami, złymi opracowaniami, ale.. nie jest powiedziane, że urbanista, który ma 100 opracowań na koncie, nie popełnia wciąż tych samych błędów. Wbrew pozorom czasem młody urbanista okazuje się lepszy od tego "doświadczonego", bo często za doświadczeniem idzie zastanie się w swoich poglądach, ukształtowanych za panowania zupełnie innych warunków i innych przepisów. Poza tym gmina może zabezpieczyć się przed błędami odpowiednio skonstruowaną umową. Skłaniam się ku rozwiązaniu, które bodajże przedstawił Pan Piotr Piechocki, że kryteria powinny być ustalone na drodze dialogu między IU a samorządami. Można by ustalić listę kryteriów, które mogą być brane pod uwagę w zależności od rodzaju projektu.

Przykład:

Dla przetargów do 20ha (maks 3 funkcje) - kryterium jest cena oraz ilość opracowań, które wykonywał projektant (nie zależnie w jakiej firmie, liczy się dorobek osoby, nie firmy) - stwarzamy wówczas szanse młodym urbanistą, którzy zaczynają od prostych projektów.
Dla projektów od 20ha do 50ha - (więcej niż 3 funkcje) - cena + ilość opracowań o podobnej tematyce.
Dla projektów bardziej skomplikowanych wymagany dorobek firmy.
Ustalanie ceny musi się odbywać za pomocą taryfikatora.

Przychylam się także do propozycji Pana Piotra Piechockiego, który proponuję, żeby gminy wiązały się z urbanistami czasowo, np. na kadencje. Tylko w tym przypadku kryteria wyłaniania urbanisty muszą być bardzo konkretne i przede wszystkim musi być ustalenie, że 1 urbanista nie moze pracować w więcej niż ... gmin, dla zdrowej konkurencji i dla jakości opracowań.

Łukasz Grzesiak's picture
Piotr F napisał/a:

Prześledziłem powyższą dyskusję jak i tą o przetargach, która znajduje się w dziale urbanistyka w praktyce i wnioski nasuwają mi się następujące:
1. Nie jest prawdą, że cena stanowi jedyne kryterium. Proszę zwrócić uwagę, że w bardzo dużej liczbie przetargów, same warunki przystąpienia stanowią swego rodzaju kryterium. To czy te warunki są ustawiane pod konkretną pracownie to osobna kwestia, ale mimo wszystko są i mówienie, że cena stanowi jedyne kryterium, to w moim odczuciu nadużycie. Gdyby tak było, wszyscy mieliby równe szanse... a prawda jest taka, że młode firmy mają bardzo ograniczony dostęp do przetargów. I jak weźmiemy powyższe pod uwagę, to nie ma się co dziwić, że ktoś pracuje za pół darmo...bo jakoś ten dorobek musi zdobyć. Wygląda to w ten sposób, że do przetargów nieobwarowanych tysiącem wymagań startują młode firmy ścigając się w konkursie "kto da mniej", a potem wykonują robotę po kosztach.
2. Drugim zjawiskiem napędzającym kryzys cenowy są urbaniści, którzy nie prowadzą pracowni, a wykonują opracowania na działalności gosp. jednocześnie pracując na etacie w urzędach lub pracowniach miejskich czy wojewódzkich, korzystając nierzadko z przywilejów tego etatu - jakie to przywileje, myślę, że wszyscy sobie zadajemy sprawę na czym to polega.
3. Zmiana w ustawie o zamówieniach publicznych i wprowadzenie zasady, że cena nie może stanowić jedynego kryterium będzie sprzeczna z zasadami wolnego rynku, bo wyeliminuje automatycznie młode firmy bez żadnego dorobku.

Punkt 1 i 3 to koło zamknięte i trzeba znaleźć złoty środek. Co do kryteriów przetargu to moim zdaniem powinno być jasno określone, że warunki przetargu muszą znajdować uzasadnienie - np. jeśli przedmiotem zamówienia jest MPZP na niewielki obszar zabudowy mieszkaniowej, to bezzasadne okazuje się kryterium, które dopuszcza do przetargu firmy, które mają na swoim koncie np. plany o zróżnicowanych funkcjach. Zrozumiała jest dla mnie kwestia zabezpieczenia gminy przed błędami, złymi opracowaniami, ale.. nie jest powiedziane, że urbanista, który ma 100 opracowań na koncie, nie popełnia wciąż tych samych błędów. Wbrew pozorom czasem młody urbanista okazuje się lepszy od tego "doświadczonego", bo często za doświadczeniem idzie zastanie się w swoich poglądach, ukształtowanych za panowania zupełnie innych warunków i innych przepisów. Poza tym gmina może zabezpieczyć się przed błędami odpowiednio skonstruowaną umową. Skłaniam się ku rozwiązaniu, które bodajże przedstawił Pan Piotr Piechocki, że kryteria powinny być ustalone na drodze dialogu między IU a samorządami. Można by ustalić listę kryteriów, które mogą być brane pod uwagę w zależności od rodzaju projektu.

Przykład:

Dla przetargów do 20ha (maks 3 funkcje) - kryterium jest cena oraz ilość opracowań, które wykonywał projektant (nie zależnie w jakiej firmie, liczy się dorobek osoby, nie firmy) - stwarzamy wówczas szanse młodym urbanistą, którzy zaczynają od prostych projektów.
Dla projektów od 20ha do 50ha - (więcej niż 3 funkcje) - cena + ilość opracowań o podobnej tematyce.
Dla projektów bardziej skomplikowanych wymagany dorobek firmy.
Ustalanie ceny musi się odbywać za pomocą taryfikatora.

Przychylam się także do propozycji Pana Piotra Piechockiego, który proponuję, żeby gminy wiązały się z urbanistami czasowo, np. na kadencje. Tylko w tym przypadku kryteria wyłaniania urbanisty muszą być bardzo konkretne i przede wszystkim musi być ustalenie, że 1 urbanista nie moze pracować w więcej niż ... gmin, dla zdrowej konkurencji i dla jakości opracowań.

1. No niestety interpretowanie dodatkowych wymogów jako kryteriów przetargowych jest właśnie nadużyciem. Kryterium to to co jest wpisane w SIWZ w dziale "kryteria" - tyle i tylko tyle. A tam zwykle jest w 99% przypadków cena jako 100%. Stawianie dodatkowych wymogów co do samej możliwości uczestniczenia w przetargu żadnym kryterium nie jest (no właśnie, jest tu w ogóle pytanie czy w takim razie takie praktyki są zgodne z duchem prawa?). Powiem więcej - stawianie takich kryteriów powinno być przez Izbę piętnowane. To samo zresztą - wbrew pozorom - tyczy się np. kwestii możliwości prowadzenia praktykantów (5 lat po wpisaniu na listę). Co to w ogóle jest?... albo ktoś stwierdza, że nie masz uprawnień i sprawa zamknięta, albo jak się stwierdza, że ma się predyspozycje zgodne z artykułem ustawy, to spełniasz wszystkie wymogi i tez sprawa zamknięta. Osobiście uważam takie praktyki za nadinterpretację prawa i moim zdaniem - z nim niezgodne. I to jest prawdziwy problem - praktyka gmin, stąd wynika dyskryminacja "młodych". Zasada "kto da mniej" to błędne koło bo żadna pracownia nie jest w stanie rzetelnie wykonać żadnego opracowania za 9000 zł brutto. To po prostu niemożliwe.

2. To prawda, ale nie do końca. Nie ma nic złego w tym, że ktoś pracuje na etacie i jednocześnie prowadzi swoją działalność gospodarczą. Problemem jest brak egzekwowalności potencjalnych wytycznych izbowych co do ceny opracowań.

3. Kompletnie się nie zgadzam. Nie oszukujmy się - wiele osób z mojego otoczenia jeśli już ma taki problem to podpiera się dorobkiem innych, włączając ich do zespołu. Ponadto to nie jest kwestia naszych dobrych chęci - to kwestia statutu zawodowego. Jeśli tak ma być jak Pan mówi - okej, zlikwidujmy korporacje zawodowe i po sprawie, mamy wolny rynek usług. Hybrydy tworzyć się nie da - wóz albo przewóz. Albo wolny rynek z dowolnymi cenami i eliminacją najsłabszych jakościowo i merytorycznie, albo rynek regulowany z próba wpłynięcia na cenę minimalną i jakość usług. To albo to. Na coś musimy się zdecydować i jakoś określić. Nie ma nic pomiędzy.

4. Co do ustalenia kryteriów jako zasad obligatoryjnych w umowach w drodze dyskusji, powtarzam: dyskusji wewnętrznej - zgadzam się.

5. Co do "kadencyjności urbanisty" - to dopiero będzie eldorado. Raz - że nie mamy praw autorskich do swoich myśli i projektów, a dwa - jak Państwo sobie to wyobrażają? W Polsce jest ok. 2700 gmin, tzn. mamy mieć ok. 2900 urbanistów (niech w większych ośrodkach będzie ich nawet kilku)? Pomijam już fakt, że kadencyjność niektórych będzie trwać do... śmierci, bo nikomu nie będzie opłacało się zmieniać konstelacji zawodowych, oczekiwań i oczywiście relacji towarzyskich po pewnym czasie. Ten pomysł uważam za kompletnie nie trafiony.

Punktem wyjścia dla naszych rozważań powinny być jednoznacznie określone i egzekwowane przez Izbę wytyczne co do projektowania urbanistycznego w stosunku o różnych grup tematycznych, określone w "widełkach cenowych", ze wskazaniem mediany danej ceny i wycenione na zasadzie outsourcingu przez podmioty zewnętrzne w stosunku do Izby. Przy jednoczesnym ustaleniu wytycznych umownych na linii Izba - samorządy terytorialne oraz modyfikacji ustawy o zamówieniach publicznych co do zasad przetargu i jego kryteriów (co najmniej jeden czynnik poza cenowy), ze względu na wagę świadczonych usług i implikacje dla np. środowiska przyrodniczego lub lokalnej społeczności. To powinna być zdrowa konkurencja.

Alternatywą dla powyższego jest rynek nieregulowany, który sam wyeliminuje najsłabszych i najgorszych.

Nie opowiadam się za żadną z tych opcji. Ale skoro powstały samorządy zawodowe, jako "piecza" nad zawodami zaufania publicznego - no to można się domagać egzekucji tego nadzoru poprzez p. wariant I. Dziś nie widzę działań w tej kwestii.

Filip Sokołowski's picture

Może należałoby przyjąć zasadę, że jeśli wygrywa przetarg oferta 30% tańsza od drugiej w kolejności, to ta oferta nie jest brana pod uwagę. Prosty zabieg, a zmusiłby startujących do przeanalizowania, czy aby zaproponowana kwota nie jest rażąco za niska i czy opłaca się ryzykować.

Co Wy na to?

"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"

Łukasz Grzesiak's picture
Filip Sokołowski napisał/a:

Może należałoby przyjąć zasadę, że jeśli wygrywa przetarg oferta 30% tańsza od drugiej w kolejności, to ta oferta nie jest brana pod uwagę. Prosty zabieg, a zmusiłby startujących do przeanalizowania, czy aby zaproponowana kwota nie jest rażąco za niska i czy opłaca się ryzykować.

Co Wy na to?

... wprowadzenie takiego zapisu wymaga zmian w samej ustawie o zamówieniach publicznych. Zresztą niewykluczone, że taka zasada powinna obowiązywać (zasada tej zasady ;)) przy wszystkich przetargach.

onedolar's picture

A może medianę ze wszystkich cen, a do tego zasada jak w Formule 1 (dotyczy czasów) czyli odchylenie wygrywającej ceny od mediany nie może być większa niż 107%??

Filip Sokołowski's picture

Łukasz Grzesiak napisał/a:
Filip Sokołowski napisał/a:

Może należałoby przyjąć zasadę, że jeśli wygrywa przetarg oferta 30% tańsza od drugiej w kolejności, to ta oferta nie jest brana pod uwagę. Prosty zabieg, a zmusiłby startujących do przeanalizowania, czy aby zaproponowana kwota nie jest rażąco za niska i czy opłaca się ryzykować.

Co Wy na to?

... wprowadzenie takiego zapisu wymaga zmian w samej ustawie o zamówieniach publicznych. Zresztą niewykluczone, że taka zasada powinna obowiązywać (zasada tej zasady ;)) przy wszystkich przetargach.

No nie jest to niemożliwe

"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"

Łukasz Grzesiak's picture
onedolar napisał/a:

A może medianę ze wszystkich cen, a do tego zasada jak w Formule 1 (dotyczy czasów) czyli odchylenie wygrywającej ceny od mediany nie może być większa niż 107%??

Widzę, że kolega Onedolar "pije" do mnie. Czekam więc na propozycje lepszych rozwiązań - przy zasadzie istnienia Izb.

onedolar's picture

Piję? Hmm, chyba nie? A jeśli tak to odczytałeś to na pewno nie było to moim zamiarem. Raczej zastanawiam się nad różnymi możliwościami...i czy np.: mediana plus odchylenie 107% (tu przykładowe 107% może być 110% czy też inna wartość) nie było by lepsze niż np 30% proponowane przez Filipa? Tego nie wiem dlatego rzucam propozycję odnoszenia się do mediany.

Łukasz Grzesiak's picture

Sformułujmy kilka wniosków po toczących się równolegle dyskusjach w dwóch wątkach na forum. Kto ma ochotę zacząć punktowanie? :)

Maciej Hermanowski's picture

Czy ktoś z Was jest delegatem, albo ma kontakt z delegatem? W podtekście pytam o sens naszego działania?

Piotr Piechocki's picture

a jak zaznaczyłem, wywołując temat, jednen delegat niewiele znaczy. W tym miejscu wyjaśniam,że zaczynając temat z tzw.: "grubej rury" w kwestii etatyzacji liczyłem mimo wszystko na szerszy odzew. Nie oceniem tutaj wyłącznie niniejszego forum, które jest wyjątkiem w skali kraju. Jako zjawisko wyjatkowe jest ono również trudne do oceny - brak porównania z innymi formai, np. na stronach okregowych izb urbanistycznych lub izby krajowej. NIestety stwierdzam, że dyskusja w naszym kraju może odbywać się wyłącznie na tematy skrajne czyli albo o tzw.: "d... Maryni" lub o roli "narodu polskiego we wspólczesnym świecie". Tematy, które są zbyt konkretne, a zatem zbyt przyziemne stają się tematami tabu - lepiej nie zabierać głosu bo może się komuś ktoś narazi.
Na tej powierzchownej analizie kończę i pozdrawiam wszystkich formumowiczów, tych jawnych oraz tajnych, którzy czytają ale nie zabierają głosu. Jest taka zasada, że jak o problemie się nie mówi to znaczy że go nie ma, czyli tzw.: czarowanie rzeczywistosci. Mam wrażenie, że z takim czarowniem rzeczywistości mamy do czynienia nie tylko w sferze planowania przestrzennego. TAk jak jest jest dobrze bo jak cos sprubujemy zmienić to bezie gorzej. Ale czy aby to jest dobre podejście??

P l a n i s t a's picture

A nie jest to przypadkiem tak, że jest grupa ludzi niezainteresowana jakimikolwiek zmianami??



Polecamy

  

 

Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 1 użytkownik i 6 gości online

Zalogowani użytkownicy