Skoro znakomita większość społeczeństwa nie ma świadomości polityki przestrzennej, większość nie wie jaki jest cel racjonalnego zagospodarowania ich otoczenia, a słowo planista kojarzy się z "pięciolatką" z okresu PRL i filmem "Poszukiwany, poszukiwana" z tegoż samego okresu. Więc o czym w ogóle mówimy? Prawdą smutną jest też to, że wiele planów budzi kontrowersje. Ale prawdą jest też wymowa artykułu - czyli lepiej w ogóle nic nie planować. W tym kraju nie można się doczekać długookresowej polityki społeczno - gospodarczej, a Wy marzycie o przestrzennej? O jakiej przestrzennej?... może o takiej jak nowela prawa wodnego, dająca de facto wolną rękę do zabudowy terenów zagrożonych powodzią?...
Ad rem. Stan polskiej planistyki jest fatalny, czego wymownym przykładem są chociażby Krupówki w Zakopanem i inne pseudomiejsca. Brak jasnego i czytelnego prawa musi rodzić patologie.
Inną sprawą jest, że autor artykułu pięknie feruje wyroki, nie znając kompletnie meritum problemu polskiej urbanistyki.
Submitted by Gosia Rachwał on Wed, 03/16/2011 - 23:16.
Łukasz Grzesiak napisał/a:
Skoro znakomita większość społeczeństwa nie ma świadomości polityki przestrzennej, większość nie wie jaki jest cel racjonalnego zagospodarowania ich otoczenia, a słowo planista kojarzy się z "pięciolatką" z okresu PRL i filmem "Poszukiwany, poszukiwana" z tegoż samego okresu.
To smutne ale niestety taka jest prawda. Większość społeczeństwa nie jest zainteresowana tym co dzieje się z ICH przestrzenią nie mówiąc już o świadomości istnienia takiej dziedziny jak Gospodarka Przestrzenna. Za każdym razem, gdy kogoś informuję o kierunku moich studiów to zapada bądź milczenie ("wolę nie pytać co to jest") bądź pytanie "a co to takiego". Za każdym razem muszę tłumaczyć o co chodzi. Spotkałam się nawet z tak skrajną sytuacją, kiedy po wytłumaczeniu co to za dziedzina pani spytała "a to takie mapki robicie i kolorujecie?". Po prostu ręce opadają. Świadomość, poczucie odpowiedzialności za otaczającą przestrzeń oraz zaangażowanie w politykę przestrzenną jest na tak wczesnym etapie, że tego rodzaju artykuły odsłaniają tę smutną prawdę....Może należałoby to zmienić? tylko jak?...
Dziwimy się, że społeczeństwo nie rozumie tego czym się zajmujemy - ale czy zabiegamy o to, aby wiedza na temat tego czym się zajmujemy zaistniała w świadomości społecznej w odpowiedni sposób. Jako grupa zawodowa nie potrafimy nawet zadbać i wpłynąć na takie zmiany w prawie aby nasza praca była skuteczniejsza i miała jakiś sens poza zarobieniem paru złotych. Co zrobił albo co może zrobić nasz własny samorząd zawodowy? Czy organa izby są po to aby inicjować pewne działania, czy też są po to aby administrować izbą i podejmować działania w reakcji na oddolne wnioski? No i skoro tych wniosków nie ma, to jest fajnie bo nie ma problemów.
Dziwimy się, że społeczeństwo nie rozumie tego czym się zajmujemy - ale czy zabiegamy o to, aby wiedza na temat tego czym się zajmujemy zaistniała w świadomości społecznej w odpowiedni sposób. Jako grupa zawodowa nie potrafimy nawet zadbać i wpłynąć na takie zmiany w prawie aby nasza praca była skuteczniejsza i miała jakiś sens poza zarobieniem paru złotych. Co zrobił albo co może zrobić nasz własny samorząd zawodowy? Czy organa izby są po to aby inicjować pewne działania, czy też są po to aby administrować izbą i podejmować działania w reakcji na oddolne wnioski? No i skoro tych wniosków nie ma, to jest fajnie bo nie ma problemów.
Problem z działaniem izb urbanistów ma źródło w tym, że to praca charytatywna. Brzydko mówiąc nikomu się nie chce wysilać, bo w imię czego - żeby innym zrobić dobrze, podczas gdy Ci inni siedzą z założonymi rękami (?) Izba żeby dobrze działała powinna działać jak firma - do konkretnych działań zatrudniać konkretnych ludzi, płacić im pieniądze i wymagać efektów. Chyba nie muszę mówić skąd brać na to pieniądze?? Warto byłoby raczej zadać pytanie, co się dzieje z pieniędzmi, które co miesiąc każdy członek izby oddaje za prawo do wykonywania zawodu. Ja postanowiłem w tym nie uczestniczyć, bo strasznie denerwuje mnie niegospodarność i istnienie dla istnienia. Niestety mam też świadomość, że jeśli izby nie zmienią swojej polityki, nie zadbają o etykę zawodu, to niedługo wymrzemy jak dinozaury, a planowaniem przestrzennym zajmą się inwestorzy.
20-21 maja czyli za niespełna 2 miesiące odbędzie się X Zjazd Krajowy IU. Przed upływem 45 dni od zjazdu minimum 14 delegatów na zjazd, rady okręgowe lub zjazdy okręgowe mogą wnosić sprawy do porządku obrad zjazdu. Zatem do dzieła. Można złożyć wniosek o następującej treści:
Wnoszę o dokonanie przez X Zjazd Krajowy Izby zmian w Uchwale Nr 8/VI/2007 VI KZIU z dnia 11.05.2007 r. w sprawie zasad gospodarki finansowej KIU poprzez dodanie w par. 5 kolejnych punktów w brzmieniu:
5) wynagradzanie członków izby pełniących funkcje kierownicze w jej organach.
6) ustalenie osób oraz wysokość i sposób ich wynagrodzeń, o których mowa wyżej ustalają:
a) Rada krajowa dla organów krajowych;
b) Rady okręgowe dla organów izb okręgowych.
Jest to propozycja wymagająca niewątpliwie dopracowania ale od czegoś trzeba zacząć.
Liczę na odzew innych członków izby i delegatów na Zjazd Krajowy.
Skoro znakomita większość społeczeństwa nie ma świadomości polityki przestrzennej, większość nie wie jaki jest cel racjonalnego zagospodarowania ich otoczenia, a słowo planista kojarzy się z "pięciolatką" z okresu PRL i filmem "Poszukiwany, poszukiwana" z tegoż samego okresu. Więc o czym w ogóle mówimy? Prawdą smutną jest też to, że wiele planów budzi kontrowersje. Ale prawdą jest też wymowa artykułu - czyli lepiej w ogóle nic nie planować. W tym kraju nie można się doczekać długookresowej polityki społeczno - gospodarczej, a Wy marzycie o przestrzennej? O jakiej przestrzennej?... może o takiej jak nowela prawa wodnego, dająca de facto wolną rękę do zabudowy terenów zagrożonych powodzią?...
Ad rem. Stan polskiej planistyki jest fatalny, czego wymownym przykładem są chociażby Krupówki w Zakopanem i inne pseudomiejsca. Brak jasnego i czytelnego prawa musi rodzić patologie.
Inną sprawą jest, że autor artykułu pięknie feruje wyroki, nie znając kompletnie meritum problemu polskiej urbanistyki.
...A wyłożenie do publicznego wglądu jest po to żeby mieszkańcy wyłapali błędy projektanta:)
Skoro znakomita większość społeczeństwa nie ma świadomości polityki przestrzennej, większość nie wie jaki jest cel racjonalnego zagospodarowania ich otoczenia, a słowo planista kojarzy się z "pięciolatką" z okresu PRL i filmem "Poszukiwany, poszukiwana" z tegoż samego okresu.
To smutne ale niestety taka jest prawda. Większość społeczeństwa nie jest zainteresowana tym co dzieje się z ICH przestrzenią nie mówiąc już o świadomości istnienia takiej dziedziny jak Gospodarka Przestrzenna. Za każdym razem, gdy kogoś informuję o kierunku moich studiów to zapada bądź milczenie ("wolę nie pytać co to jest") bądź pytanie "a co to takiego". Za każdym razem muszę tłumaczyć o co chodzi. Spotkałam się nawet z tak skrajną sytuacją, kiedy po wytłumaczeniu co to za dziedzina pani spytała "a to takie mapki robicie i kolorujecie?". Po prostu ręce opadają. Świadomość, poczucie odpowiedzialności za otaczającą przestrzeń oraz zaangażowanie w politykę przestrzenną jest na tak wczesnym etapie, że tego rodzaju artykuły odsłaniają tę smutną prawdę....Może należałoby to zmienić? tylko jak?...
Dziwimy się, że społeczeństwo nie rozumie tego czym się zajmujemy - ale czy zabiegamy o to, aby wiedza na temat tego czym się zajmujemy zaistniała w świadomości społecznej w odpowiedni sposób. Jako grupa zawodowa nie potrafimy nawet zadbać i wpłynąć na takie zmiany w prawie aby nasza praca była skuteczniejsza i miała jakiś sens poza zarobieniem paru złotych. Co zrobił albo co może zrobić nasz własny samorząd zawodowy? Czy organa izby są po to aby inicjować pewne działania, czy też są po to aby administrować izbą i podejmować działania w reakcji na oddolne wnioski? No i skoro tych wniosków nie ma, to jest fajnie bo nie ma problemów.
Dziwimy się, że społeczeństwo nie rozumie tego czym się zajmujemy - ale czy zabiegamy o to, aby wiedza na temat tego czym się zajmujemy zaistniała w świadomości społecznej w odpowiedni sposób. Jako grupa zawodowa nie potrafimy nawet zadbać i wpłynąć na takie zmiany w prawie aby nasza praca była skuteczniejsza i miała jakiś sens poza zarobieniem paru złotych. Co zrobił albo co może zrobić nasz własny samorząd zawodowy? Czy organa izby są po to aby inicjować pewne działania, czy też są po to aby administrować izbą i podejmować działania w reakcji na oddolne wnioski? No i skoro tych wniosków nie ma, to jest fajnie bo nie ma problemów.
Problem z działaniem izb urbanistów ma źródło w tym, że to praca charytatywna. Brzydko mówiąc nikomu się nie chce wysilać, bo w imię czego - żeby innym zrobić dobrze, podczas gdy Ci inni siedzą z założonymi rękami (?) Izba żeby dobrze działała powinna działać jak firma - do konkretnych działań zatrudniać konkretnych ludzi, płacić im pieniądze i wymagać efektów. Chyba nie muszę mówić skąd brać na to pieniądze?? Warto byłoby raczej zadać pytanie, co się dzieje z pieniędzmi, które co miesiąc każdy członek izby oddaje za prawo do wykonywania zawodu. Ja postanowiłem w tym nie uczestniczyć, bo strasznie denerwuje mnie niegospodarność i istnienie dla istnienia. Niestety mam też świadomość, że jeśli izby nie zmienią swojej polityki, nie zadbają o etykę zawodu, to niedługo wymrzemy jak dinozaury, a planowaniem przestrzennym zajmą się inwestorzy.
20-21 maja czyli za niespełna 2 miesiące odbędzie się X Zjazd Krajowy IU. Przed upływem 45 dni od zjazdu minimum 14 delegatów na zjazd, rady okręgowe lub zjazdy okręgowe mogą wnosić sprawy do porządku obrad zjazdu. Zatem do dzieła. Można złożyć wniosek o następującej treści:
Wnoszę o dokonanie przez X Zjazd Krajowy Izby zmian w Uchwale Nr 8/VI/2007 VI KZIU z dnia 11.05.2007 r. w sprawie zasad gospodarki finansowej KIU poprzez dodanie w par. 5 kolejnych punktów w brzmieniu:
5) wynagradzanie członków izby pełniących funkcje kierownicze w jej organach.
6) ustalenie osób oraz wysokość i sposób ich wynagrodzeń, o których mowa wyżej ustalają:
a) Rada krajowa dla organów krajowych;
b) Rady okręgowe dla organów izb okręgowych.
Jest to propozycja wymagająca niewątpliwie dopracowania ale od czegoś trzeba zacząć.
Liczę na odzew innych członków izby i delegatów na Zjazd Krajowy.