Jesteś tutajPrzyszłość miast?
Przyszłość miast?
Dr inż arch. Małgorzata HANZL
Trochę prowokacyjnie (a sprowokowało mnie do tego pytanie o przyszłość centrum Łodzi - bardzo ciekawe pytanie, które tu padło a propos wywiadu przedrukowanego tutaj: www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf polecę Państwu przemówienie Roberta Neuwirth'a o "miastach w cieniu" zamieszczone w serwisie TED.
W oryginalnej wersji - dostępne są również polskie napisy: www.ted.com/talks/lang/eng/robert_neuwirth_on_our_shadow_cities.html
Próbując odpowiedzieć na postawione w komentarzu pytanie: "Chciałbym poznać Pani zdanie, ocenę na temat rozmowy z prof. Markowskim. www.tup.org.pl/download/2010_0103_Wywiad-Markowski.pdf
Przypuszczam, że czytała Pani tę rozmowę.
1. Chciałbym poznać Pani opinię na temat głównej tezy, czyli inwestowania wszystkiego w "city". Może kontekst Łodzi ma swoją specyfikę..
2. Czy taka opinia przeważa w środowisku urbanistów w Polsce?
(...) Jestem początkujący w tym temacie, ale generalnie czują, że jest to pochodna jakiegoś zasadniczego sporu między tych którzy uważają, że miasto musi się rozwijać maksymalnie dynamicznie tam gdzie może, a reszta się dostosuje, bez specjalnych regulacji, równoważeń etc.
Druga opcja to zrównoważony rozwój wszystkich elementów, co siłą rzeczy powoduje, że dzielnic te które przy większym zaangażowaniu środków wykazałyby większą dynamikę rozwoju, muszą zaczekać na te biedne dzielnice.
Burzy się w mnie krew jak czytam słowa profesora (może torche przeinaczone, nie wiem) sprowadzające miasto do centrum w którym żyją bogaci mieszkańcy i pracownicy City i turyści, którym czasami pokaże się wyznaczoną wcześniej trasę. Byłbym bardzo wdzięczny za próbę oceny, które z tych stanowisk ma więcej zwolenników wśród polskich urbanistów. Oczywiście, jeśli przedstawiony przeze mnie podział, jest rzeczywisty."
Zgadzam się z Panem Profesorem co do potrzeby inwestowania w centrum. Jest to obszar, który przez wiele lat pozostawiony sam sobie (zresztą Łódź od początku budowała się sama, często w sposób możliwie najtańszy) wymaga teraz podjęcia działań. I to nie tylko dlatego, że chcemy mieć piękne środmieście ale również ze względu na zagrożenie życia i zdrowia przechodniów w związku z odpadającymi - często na chodnik - elementami elewacji budynków. Nie tylko dlatego że chcielibyśmy zapobiec tworzeniu w centrum gigantycznych parkingów, ale również z tego powodu, że w głębi łódzkich kwartałów w najlepsze, obok licznych warsztatów samochodowych, rosną na równie licznych nieużytkach pokrzywy, a są takie rejony gdzie w pewnej odległości od ulicy hoduje się kury. Jednak nie podzialam poglądów Profesora co do wizji przedstawionej w cytowanym wywiadzie, burzy się we mnie krew na myśl o tworzeniu slumsów na przedmieściach poprzez wyprowadzanie z centrum ludzi, o których się pisze że są skazani na wykluczenie. W mojej ocenie na razie jeszcze nie są na nic skazani - natomiast jeśliby ich wyprowadzić na przedmieścia i stworzyć getta - rzeczywiście może to stać się źródłem problemów. Uważam że lekarstwem, stosowanym wszędzie tam, gdzie udało się przeprowadzić zakończoną sukcesem rewitalizację (np. w Bilbao, o którym tu pisałam) są narzędzia rewitalizacji społecznej - szeroko rozumianej, w niektórych przypadkach są one ważniejsze niż kwestie przebudowy fizycznej struktury miasta.
To wymaga zmiany podejścia do planowania i do ludzi. Dostrzeżenia w mieszkańcach (również tych najuboższych - wiem że jestem tu kontrowersyjna ale celowo przytoczyłam na wstępie przemówienie, które nota bene uznano za jedną z 10 najlepszych mów serwisu TED) potencjału, który może przekształcić miejsce. Zgadzam się z Panem Profesorem w ocenie potrzeby synergii pomiędzy tzw. Nowym Centrum Łodzi i otaczającą zabudową mieszkaniowo-usługową. Ale całkowicie nie zgadzam się z propozycją zmierzającą wprost ku gentryfikacji łódzkiego śródmieścia. Był kiedyś na ten temat artykuł w Gazecie Wyborczej, który (ze sporym uproszczeniem) wyjaśniał istotę tego problemu: www.mojemiasto.org.pl/zalozenia-projektu/szanuj-menela-swego-o-rewitalizacji/ (celowo przytaczam tu źródła popularne, osobom chcącym zgłębić te zagadnienia dokładniej proponowałabym np. serwis urbact.eu lub lekturę dokumentów KE).
Druga sprawa poruszona w pytaniu: Paradygmat rozwoju polegającego - w istocie rzeczy - na powiększaniu terytorialnym - jest pewną pozostałością okresu, kiedy miasta charakteryzowały się zwartością. To było dość dawno temu ale jednak wciąż funkcjonuje w świadomości. Funkcjonuje napędzane przez chęć zwiększenia wartości gruntów rolnych na przedmieściach oczywistą dla ich właścicieli. Która z kolei jest niekorzystna dla miasta a więc dla ogółu - bo trzeba nowe tereny np. uzbroić, co kosztuje (a pieniążki pochodzą z miejskiej kasy). Pewien rozłam w środowisku planistów, o którym Pan pisze wynika w istocie z mniejszej lub większej spolegliwości w stosunku do dość silnie artykułowanych interesów tej grupy interesariuszy. Trudno tutaj mówić o zwolennikach czy przeciwnikach tego poglądu. Taka sytuacja wynika w mojej ocenie z szerszego zjawiska - a mianowicie z nieobecności przez dłuższy okres czasu w Polsce grup interesu (w tej chwili się one formują w postaci m.in. coraz liczniejszych NGO) które byłyby zainteresowane ochroną dobra wspólnego poprzez wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Planowanie w praktyce spowadza się do zapisu oczekiwań społeczności. Lub tej jej części, która najgłośniej krzyczy. Cokolwiek byśmy pod tym terminem nie rozumieli. Dlatego ja bym tu niekoniecznie odnosiła się do postaw planistów - jesteśmy po prostu mniej lub bardziej realistyczni czy też jak kto woli spolegliwi wobec woli inwestora, którym jest samorząd. To jest troszkę inne podejście do zagadnień planowania niż prezentowane w postawionym pytaniu. W mojej ocenie wynika ono jednak z realnej oceny sytuacji.
Jest jeszcze jedno zagadnienie, które powinno zostać podjęte przy okazji formułowania strategii dla miasta. Czy chcemy stać się sypialnią dla Warszawy (co wcale w mojej ocenie nie jest takie znów głupie i jest całkiem realne w momencie budowy szybkiej kolei)? W takim razie również warto inwestować w śródmieściu dla podniesienia standardu życia w tym obszarze - poprzez tworzenie, niewielkich nawet, parków, budowę ścieżek rowerowych, etc. Wydaje mi się, że z czasem osoby które chciałyby mieszkać w Łodzi, przyciągnięte atrakcyjną lokalizacją (i niższymi kosztami życia niż w stolicy) mogłyby się zainteresować lokowaniem tutaj swojej działalności biznesowej. Bo po co jeździć, skoro jeździć nie trzeba. Tym bardziej że tak wielu światłych, młodych ludzi już z Łodzi do stolicy wyjechało.. I być może byliby zainteresowani powrotem - bo np. mając dzieci dobrze mieć Babcię na miejscu, tudzież w którymś momencie trzeba pomyśleć o opiece na starszymi rodzicami. Powyższa odpowiedź jest moim osobistym poglądem na wymieniony temat.
- Zaloguj się lub zarejestruj aby móc dodać komentarz