Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / Piszemy nową ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym? Nasz postulaty.
Piszemy nową ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym? Nasz postulaty.
Witam serdecznie wszystkich!
Ostatnio, po kilku debatach i utkwieniu "naszej konstytucji" w Komitecie Stałym RM (a może to i dobrze?) naszła mnie taka prozaiczna myśl - czy faktycznie potrzeba nam rewolucji prawnej modyfikującej system planowania przestrzennego w Polsce? może warto byłoby zmienić dosłownie kilka szczegółów w obecnej ustawie, które diametralnie zmieniłyby pozycję urbanistyki w Polsce?
Otóż, moim zdaniem, pisząc ustawę o zmianie ustawy o pizp, na przysłowiowych kilku kartkach warto wprowadzić następujące zmiany do już obowiązującej:
1) dookreślić słowniczek ustawy, w tym kwestię działki sąsiedniej/sąsiadującej,
2) OBOWIĄZEK zgodności wszelkich dokumentów planistycznych, w tym oczywiście decyzji, ze studium,
(kwestią otwartą pozostaje sam status studium i jego zawartość merytoryczna - ale to już raczej kwestia rzetelności urbanisty i po części konsekwencji izbowych)
3) modyfikacja art. 61, wyartykułowanie "uzupełnieniowego" charakteru decyzji,
4) zagadnienie monitoringu przestrzeni w nawiązaniu do ust. o infrastrukturze informacji przestrzennej,
5) rozdział o planowaniu przestrzennym na obszarach morskich/wód terytorialnych,
6) jasne określenie katalogu - w jednym miejscu - inwestycji publicznych,
Tak wprowadzone zmiany zmieniają całkowicie pozycję urbanistyki w Polsce. Coś jeszcze?
Osobną kwestią są tzw. tragiczne w skutkach specustawy, tj. przyznanie się legislatorów do tworzenia bublowatego prawa.
- Zaloguj się lub zarejestruj aby móc dodać komentarz

Każdy narzeka na ustawę, krytykuje to co ma zostać wprowadzone, ale jak sam ma wyrazić swoją opinię to milczy.. o co chodzi? Bo ja tego nie rozumiem! Takie działanie to nas daleko nie zaprowadzi. To tak tytułem wstępu.
Dla mnie istnieje za duży bałagan z opiniowaniem i uzgadnianiem. Raz, że moim zdaniem powinien być jasno i precyzyjnie określony katalog instytucji opiniujących i uzgadniających, a dwa powinniśmy skończyć z pozorami uzgodnień. Teraz jest tak, że urzędnik:
1. Nie ma obowiązku,
2. Nie ma odpowiedzialności,
3. Nie dotyczą go przepisy prawa.
Czasem mi się wydaje, że pół mojego projektu ktoś mi podyktował, a ja się muszę pod tym podpisać mimo, że się z tym nie zgadzam. Ktoś powie, że nie muszę - tylko czym to się dla mnie skończy, każdy doskonale zdaje sobie sprawę.
Sytuacja sprzed kilku dni. Starcie z Wójtem dot. podpisania decyzji, z którym moja pracownia się nie zgadza. Oczywiście rożne argumenty. Będzie negat, tym razem się udało. Ale faktycznie zbyt często urzędnicy zapominają, że urbanista "wykonuje usługę" a nie jest jednym z urzędników na łasce urzędu!
Widzę, że wątek dotyczący "szybkich ale gruntownych zmian w ustawie" nie zainteresował zbyt wielu osób ;)
Pytanie można by postawić szerzej - rocznie w Polsce oprócz architektury i budownictwa, ok. 1000 osób rocznie kończy gospodarkę przestrzenną, no cóż chyba pasywnie...
... OBOWIĄZEK raz na np. 5 lat (średni okres czasowy) gruntownej aktualizacji studium w dostosowaniu do zmieniających się uwarunkowań przestrzennych.
Niepokoi mnie trochę brak jakikolwiek wymagań co do mediatora, zwłaszcza jeśli chodzi o wykształcenie. Niech to będzie cokolwiek (wyższe), ale żeby jakieś standardy były.
ZTM
... to w ogóle niepokoi bardzo fakt, że ma być to znowu nie geograf, architekt czy urbanista, tylko PRAWNIK!
http://www.urbanistyka.info/content/mediator-–-rewolucja-w-dotychczasowej-praktyce-planistycznej
W tym punkcie mowa jest o tym, że wysokość opłaty pobieranej przez gminę w związku ze wzrostem wartośći nieruchomości nie może przekraczać 30% wzrostu tej wartości. Wg mnie jest to zapis korupcjogenny. Kiedy ktoś ma wiedzę np. o gruntach rolnych, mających się stać budowlanymi, nadal może dzięki temu zapisowi wiele zarobić. Postuluję zwiększyć do 80% a skończy się kombinatorstwo.
Co o tym myślicie?
W tym punkcie mowa jest o tym, że wysokość opłaty pobieranej przez gminę w związku ze wzrostem wartośći nieruchomości nie może przekraczać 30% wzrostu tej wartości. Wg mnie jest to zapis korupcjogenny. Kiedy ktoś ma wiedzę np. o gruntach rolnych, mających się stać budowlanymi, nadal może dzięki temu zapisowi wiele zarobić. Postuluję zwiększyć do 80% a skończy się kombinatorstwo.
Co o tym myślicie?
A teraz wyobraź sobie, że jesteś właścicielem gruntu, który w mpzp z rolniczego przeznaczono pod zabudowę mieszkaniową.
Dalej wyobraź sobie że nie masz nic poza tą ziemią bo twoja rodzina to od pokoleń, rolnicy, a to nie Ty zbliżyłeś się do miasta tylko ono sie tak pięknie rozwija, że pochłania łapczywie kolejne połacie otwartej przestrzeni.
Wyobraź sobie dalej, że tzw. "cwaniaki" zawsze znajdą sposób aby nie zapłacic gminie lub państwu żadnych podatków i opłat a Ty jako przeciętny, uczciwy gospodarz z mlekiem matki wyssałeś, że co boskie to Bogu a co cesarskie to cesarzowi i nawet przez myśl nie przyjdzie Ci do głowy zakładanie kolejnych spółek i spółeczek oraz zatrudnianie armii prawników żeby nie płacić podatków.
Jakie lekarstwo?
Manipulowaniem wielościa stawki nic nie da? Cały ten pomysł "renty planistycznej" jest jak większość naszego prawa przygotowany dla "maluczkich". Rekiny mają się dobrze a nawet lepiej, i z pewnościa żadnych zmian nie chcą. Co zresztą widać po jakości zmian dokonywanych w prawie w ostatnim czasie. Aby zbliżyć się do racjonalnego związania planowania przestrzennego z jakąkolwiek racjonalnością ekonomiczno - gospodarczą należałoby wprowadzić albo podatek katastralny albo też z chwilą wejścia w życie planu miejscowego dokonywać urzędowej zmiany w ewidencji gruntów i budynków z R na Bp z ustaleniem odpowiedniej stawki podatku od nieruchomości dla gruntów zurbanizowanych niezabudowanych.
Generalnie należałoby się najpierw zastanowić w jakim zakresie prawo funkcjonuje dobrze a w jakim zakresie tylko tworzy iluzję takiego funkcjonowania.
Bardzo fajne postulaty Autora postu. Ja dałbym taki pakiecik:
1. Wzrost roli studium (nie do rangi prawa miejscowego, ale dokumentu wytyczającego WSZELKIE działania planistyczne) i oczywiście zgodność WSZELKICH aktów dokumentów ze studium, w tym oczywiście WZ.
2. Wprowadzenie obowiązku określania obszarów zwartej zabudowy miast/wsi do rysunku studium po to, żeby RDOŚ w końcu miał pewność, czy rozporządzenie wojewody dotyczące OCHK go obowiązuje dla danej działki, czy nie (u mnie wojewoda wydał rozporządzenie o OCHK mówiące o zwartej zabudowie miast i wsi określonej w studium, które robi więcej kłopotu niż daje pożytku).
3. Doprecyzowanie katalogu uzgadniaczy i opiniodawców planów i studiów po to, żeby nie było sytuacji, że jakiś organ negatywnie zaopiniuje dane studium, opinia nie jest wiążąca i rada uchwala studium, potem robi się plan i ten sam organ go nie uzgadnia i plan nie przechodzi mimo, że jest zgodny ze studium, które organ opiniujący zaopiniował negatywnie.
4. Danie możliwości gminie wydania WZ lub CP na swój obszar lub na swoją inwestycję, czyli wprowadzenie zasady, że dla spraw gminy decyzja może być wydana z urzędu (teraz trzeba kombinować z inną gminą albo z wnioskiem, po co to?).
5. Uporządkowanie w końcu możliwości pobrania opłaty planistycznej w związku z wydaniem WZ przez wskazanie, kto w tej sytuacji może ustalić wysokość stawki procentowej.
6. Uregulowanie statusu prognoz skutków finansowych, które obecnie w większości są tylko radosną twórczością.
7. Poprawić słowniczek, zająć się w końcu tą działką sąsiednią i obszarem analizowanym (u mnie SKO stoi na stanowisku, że obszar analizowany może być dowolnie duży: 3-krotność, 15-krotność - co to za różnica).
8. Dodać do obowiązkowych elementów decyzji WZ zasady podziału na działki (np. minimalne powierzchnie, kształty itp.).
Bardzo fajne postulaty Autora postu. Ja dałbym taki pakiecik: 1. Wzrost roli studium (nie do rangi prawa miejscowego, ale dokumentu wytyczającego WSZELKIE działania planistyczne) i oczywiście zgodność WSZELKICH aktów dokumentów ze studium, w tym oczywiście WZ. 2. Wprowadzenie obowiązku określania obszarów zwartej zabudowy miast/wsi do rysunku studium po to, żeby RDOŚ w końcu miał pewność, czy rozporządzenie wojewody dotyczące OCHK go obowiązuje dla danej działki, czy nie (u mnie wojewoda wydał rozporządzenie o OCHK mówiące o zwartej zabudowie miast i wsi określonej w studium, które robi więcej kłopotu niż daje pożytku). 3. Doprecyzowanie katalogu uzgadniaczy i opiniodawców planów i studiów po to, żeby nie było sytuacji, że jakiś organ negatywnie zaopiniuje dane studium, opinia nie jest wiążąca i rada uchwala studium, potem robi się plan i ten sam organ go nie uzgadnia i plan nie przechodzi mimo, że jest zgodny ze studium, które organ opiniujący zaopiniował negatywnie. 4. Danie możliwości gminie wydania WZ lub CP na swój obszar lub na swoją inwestycję, czyli wprowadzenie zasady, że dla spraw gminy decyzja może być wydana z urzędu (teraz trzeba kombinować z inną gminą albo z wnioskiem, po co to?). 5. Uporządkowanie w końcu możliwości pobrania opłaty planistycznej w związku z wydaniem WZ przez wskazanie, kto w tej sytuacji może ustalić wysokość stawki procentowej. 6. Uregulowanie statusu prognoz skutków finansowych, które obecnie w większości są tylko radosną twórczością. 7. Poprawić słowniczek, zająć się w końcu tą działką sąsiednią i obszarem analizowanym (u mnie SKO stoi na stanowisku, że obszar analizowany może być dowolnie duży: 3-krotność, 15-krotność - co to za różnica). 8. Dodać do obowiązkowych elementów decyzji WZ zasady podziału na działki (np. minimalne powierzchnie, kształty itp.).
Ad. 1 A jak podnieść tą rangę, nie nadając studium rangi prawa miejscowego? Jeśli nie prawo miejscowe to co? Wszystko pozostałe może być jedynie umowne. Dzisiaj studium jest wyrazem polityki przestrzennej gminy - przynajmniej z założenia. Poza tym w toczącej się dyskusji nt. zgodności WZ ze studium udowodniono, że taka zgodność musi być. Chociaż jak się przeczyta artykuł z gazety prawnej http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/504072,decyzja_o_warunkach_zabudowy_nie_musi_byc_zgodna_z_ustaleniami_studium.html to wygląda na to, że dyskusja trwa nadal.
Ad. 2 Taki obowiązek nałożyłby na gminy konieczność kompleksowej zmiany studiów - nierealne moim zdaniem.
Ad. 3 Zgadzam się
Ad. 4 Rozumiem, że gmina ma otrzymać dodatkowe przywileje? A potem najlepiej niech handluje tymi nieruchomościami.
Ad. 5 Stawka procentowa w przypadku WZ powinna być ustalana tak jak w planie. Zgodzę się, że nie jest i to rodzi problemy.
Ad. 6 Miejmy tylko nadzieję, że jak ureguluje się kwestie prognoz skutków finansowych, to nasi koledzy urbaniści podniosą ceny na przetargach wliczając sobie koszty dodatkowego opracowania, a nie obniżą jeszcze bardziej, bo konkurencja nie spi.
Ad. 7 Zgadzam się
Ad. 8 ... i stawkę procentową.
Kilka zdań na temat artykułu, który przytoczył Kolega wyżej
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/504072,decyzja_o_warunkach_zabudow...
Czytałem jakiś czas temu ten artykuł jak i komentarze do niego, z którymi można się zapoznać pod adresem http://kontrurbanista.webnode.com/news/w%20pu%C5%82apce%20wyk%C5%82adni/
Zaciekawił mnie komentarz kontrurbanisty, który odniósł wymóg zgodności WZ ze studium do tego co może się stać, kiedy na ten sam teren gmina postanowi uchwalić plan. Autor w podsumowaniu stwierdza, że:
"Wydawanie WZ niezgodnych ze studium gminy jest więc klasyczną pułapką formalno-prawną zastawioną na inwestora".
Zgoda, tylko czy to na pewno pułapka dla inwestora? Bo moim zdaniem to pułapka dla samej gminy, a może nawet dla urbanisty (w zależności od tego jak ma z gminą umowę podpisaną). Z reguły jest tak, że przed tworzeniem MPZP otrzymuje się od gminy wykaz decyzji wydanych na dany teren, do uwzględnienia. Czemu się je uwzględnia? Żeby nie pogorszyć komuś warunków. Co będzie jak się je pogorszy? Jak się wyda dwie sprzeczne decyzje, a tym samym ograniczy prawa, które wcześniej się nadało? Ano taki inwestor będzie miał prawo wystąpić o odszkodowanie do gminy, a być może gmina przekieruje sprawę do urbanisty. Więc myślę, że to nie pułapka zastawiona na inwestora, a pułapka, którą zastawia gmina, żeby sama w nią wpaść.
Obowiązek aktualizacji, a raczej oceny aktualności już jest - raz w czasie kadencji gminy, czyli co najmniej raz na 4 lata - art. 32 upzp (bodajże)