Jesteś tutajForums / Mity urbanistyczne / Partycypacja społeczna

Partycypacja społeczna


Obrazek użytkownika kontr-urbanista

By kontr-urbanista - Posted on 08 Listopad 2010

Ideą przewodnią tzw. partycypacji społecznej (zdefiniowanej w obowiązującej ustawie planistycznej) jest zagwarantowanie właścicielom możliwości zabrania głosu przy sporządzaniu planu miejscowego w sposób pełny i nieskrępowany.

W konsekwencji taka możliwość istnieje aż trzykrotnie: wnioski do planu, dyskusja publiczna i uwagi do projektu planu.
Właściciel trzy razy może swobodnie i obszernie wyrazić swoje poglądy i opinie w kwestii danego planu.

I trzy razy gmina musi go wysłuchać i zdać pisemnie sprawę (do dokumentacji planistycznej) z tego wysłuchania (pod karą nawet unieważnienia planu!)

Reszta „partycypacji" jest niestety prozaiczna – gmina ma obowiązek odniesienia się do uwag właściciela, ale nie jest istotne czy negatywnie czy pozytywnie. Sam fakt odniesienia się (rozpatrzenia) czyni zadość wszelkim przepisom.

Po dokonaniu przez gminę tak sformalizowanej czynności „partycypacja społeczna” zostaje natychmiast i nieodwołalnie zakończona.

Oznacza to, że jeśli gmina nie uchybi wymogom proceduralnym może skutecznie uchwalić dla danej nieruchomości przeznaczenie wedle własnego autonomicznego uznania.

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

Co do tematu parytcypacji to zawsze mnie interesowało dlaczego tak dużo się o niej mówi, pomijając zupełnie fakt edukacji na ten temat. Nie trudno przewidzieć do czego doprowadzi wzrost roli partycypacji społecznej w procesie planowania, jeśli większość społeczeństwa będzie widziała jedynie swój interes i swoich kilka granic działki. Nie ma się co oszukiwać.. mało kto wie czym dokładnie zajmuje się urbanista. Są i tacy, którzy nie wiedzą, że jest w ogóle taki zawód.

Kiedyś już chyba podawałem przykład obrazujący zaangażowanie samych zainteresowanych w proces planowania - powtórzę - podczas wizji terenowej napotkaliśmy właścicela dużego terenu (częściowo zagospodarowanego). Pominę już fakt, że w pierwszym odruchu był dla nas bardzo niemiły. Przedstawiliśmy się, zrobił się bardziej miły, choć miałem wrażenie, że tylko udaje, że wie o co chodzi. No to na spokojnie wytłumaczyliśmy, że sporządzamy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, że teraz będzie w gminie ogłoszenie i on będzie mógł odpowiedzieć wnioskiem na to ogłoszenie, w którym określi swoje życzenia względem swojego terenu. Na co pan spojrzał na nas i powiedział, że on się zastanowi co chce i zebyśmy do niego zadzwonili za 2 tygodnie.

Mówimy o potrzebie zwiększania partycypacji, a ludzie nie potrafią korzystać z roli, jaką im w tej chwili gwarantuje ustawa. Ja już pomijam kwestie tego co się potem z takim wnioskiem może stać. Mówię o tym że świadomość społeczna (czasem to też kwestia braku zainteresowania) dot. procesu zagospodaowania przestrzeni jest przerażająco niska... samą dawanie przywilejów nic nie da, jeśli się nie wytłumaczy jak z nich korzystać i że w ogóle można z nich korzystać.

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika Pavulon

Należałoby dopisać jeszcze jedną rzecz: oczywiście jest to wina SAMYCH URBANISTÓW, a nie mitycznych "onych", którzy to tak ponoć psują naszą niepokalaną pracę. Tak, urbaniści tylko mówią - w tym są świetni. Dużo mówią o idei partycypacji. Mnie najbardziej śmieszy używanie tego pojęcia do oznaczenia procedury składania wniosków i uwag oraz brania udziału w dyskusji publicznej...

Wie soll man da ernst bleiben?

Obrazek użytkownika Piotr F
Pavulon napisał/a:

Należałoby dopisać jeszcze jedną rzecz: oczywiście jest to wina SAMYCH URBANISTÓW, a nie mitycznych "onych", którzy to tak ponoć psują naszą niepokalaną pracę. Tak, urbaniści tylko mówią - w tym są świetni. Dużo mówią o idei partycypacji. Mnie najbardziej śmieszy używanie tego pojęcia do oznaczenia procedury składania wniosków i uwag oraz brania udziału w dyskusji publicznej...

Jakieś konkrety? Czy poprzestaniesz na tym co Cię śmieszy? Co proponujesz, żeby śmiesznie nie było? Wiesz.. łatwo jest krytykować..

Obrazek użytkownika Pavulon

Moja wypowiedź nie była krytyką; jeżeli tak została odczytana, to trudno. Wynikała z pewnego - całkiem jeszcze świeżego - doświadczenia. Spotkałem osobę, która - jako członek organizacji NGO - bierze udział w dyskusji nad przebudową centrum Łodzi i stara się w tę dyskusję włączyć jak największą liczbę mieszkańców. Jako przykład dobrej praktyki podała mi "konsultacje" projektów przebudowy centrum Katowic. Mam na myśli szopkę nazwaną tytułem jednej z książek Wejcherta... Który się pewnie teraz w grobie przewraca. Proszę sobie przypomnieć, kto "konsultacjom" patronował i je prowadził... Przecież nie krasnoludki. Mnie ta "partycypacja" jako mieszkańca centrum Katowic po prostu obrażała. Nie słuchano tzw. "zwykłych ludzi", nie pozwolono im się wypowiedzieć na tematy zasadnicze (czy w ogóle potrzebujemy nowego centrum? jakie ono ma być? jaki ma być jego program funkcjonalny?), tylko starano się przekonać ich do koncepcji, która jest taka ładna, amerykancka, bo wybrana w konkursie, bo opracowana przez specjalistów, znakomitych architektów i różnych inżynierów. Taka partycypacji to propaganda, gdyż nader łatwo jedzie po manichejskich koleinach: światli urbaniści / specjaliści - głupie społeczeństwo.
Propozycji jest bardzo dużo. Sam miałem okazję pracować nad zagospodarowaniem (niestety małego) obszaru z jego mieszkańcami. Najpierw spotkania z każdym z właścicieli z osobna, rozmowa o złożonym wniosku, o przepisach prawa w zakresie gospodarki przestrzennej, o konieczności wprowadzenia drogi lokalnej dla obsługi całego obszaru i powiązania go z dzielnicą itd. Potem konfrontacja wszystkich zainteresowanych, która przebiegała dość dramatycznie. Wszystko odbywało się "poza" procedurą planistyczną. Było to żmudne, trochę intuicyjne, ale się udało. Mam nadzieję, że już za parę miesięcy zostanie uchwalony plan akceptowany przez wszystkie strony.
Można próbować przeszczepiać dobre rozwiązania propagowane przez PPS oraz wyciągać wnioski z porażek takich, jak trwająca przebudowa obszaru przydworcowego w Stuttgarcie.

Wie soll man da ernst bleiben?

Obrazek użytkownika Pavulon

Jeszcze jedno. Refleksja - brzydko pisząc- natury ogólnej.
Z racji wieku nie jestem jakoś szczególnie "zawodowo doświadczony", ale zauważyłem, że wielu urbanistów, z którymi współpracowałem - z nielicznymi wyjątkami - w ogóle nie chce słyszeć o tym, że:
- "racjonalne" rozwiązania, które proponują powinny czasami ustąpić rozwiązaniom proponowanym przez mieszkańców i użytkowników miasta, jakkolwiek "nieracjonalne" wydawałyby się,
- że ich [urbanistów] poglądy na rozwój miast nie są jedyne i nie powinny być decydujące, wszak nie biorą ŻADNEJ odpowiedzialności - ani politycznej, ani karnej - za swoje decyzje projektowe.
Z tego powodu jeszcze długo będziemy stali na najniższych szczeblach "drabiny partycypacji".

Wie soll man da ernst bleiben?

Obrazek użytkownika kontr-urbanista
Filip Sokołowski napisał/a:

Co do tematu parytcypacji to zawsze mnie interesowało dlaczego tak dużo się o niej mówi, pomijając zupełnie fakt edukacji na ten temat. Nie trudno przewidzieć do czego doprowadzi wzrost roli partycypacji społecznej w procesie planowania, jeśli większość społeczeństwa będzie widziała jedynie swój interes i swoich kilka granic działki. Nie ma się co oszukiwać.. mało kto wie czym dokładnie zajmuje się urbanista. Są i tacy, którzy nie wiedzą, że jest w ogóle taki zawód.

Kiedyś już chyba podawałem przykład obrazujący zaangażowanie samych zainteresowanych w proces planowania - powtórzę - podczas wizji terenowej napotkaliśmy właścicela dużego terenu (częściowo zagospodarowanego). Pominę już fakt, że w pierwszym odruchu był dla nas bardzo niemiły. Przedstawiliśmy się, zrobił się bardziej miły, choć miałem wrażenie, że tylko udaje, że wie o co chodzi. No to na spokojnie wytłumaczyliśmy, że sporządzamy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, że teraz będzie w gminie ogłoszenie i on będzie mógł odpowiedzieć wnioskiem na to ogłoszenie, w którym określi swoje życzenia względem swojego terenu. Na co pan spojrzał na nas i powiedział, że on się zastanowi co chce i zebyśmy do niego zadzwonili za 2 tygodnie.

Mówimy o potrzebie zwiększania partycypacji, a ludzie nie potrafią korzystać z roli, jaką im w tej chwili gwarantuje ustawa. Ja już pomijam kwestie tego co się potem z takim wnioskiem może stać. Mówię o tym że świadomość społeczna (czasem to też kwestia braku zainteresowania) dot. procesu zagospodaowania przestrzeni jest przerażająco niska... samą dawanie przywilejów nic nie da, jeśli się nie wytłumaczy jak z nich korzystać i że w ogóle można z nich korzystać.

Panie Filipie, chyba się kompletnie różnimy w odbiorze rzeczywistości.
Mit o istnieniu partycypacji sformułowałem z pełnym przekonaniem o jego oczywistości dla wszystkich, a jednak…
Czy można rozważać wzrost roli w procesie planowania czegoś co nie istnieje?
„Ludzie nie potrafią korzystać z roli, którą daje im ustawa” - a jeśli to tylko rola, mówiąc eufemistycznie, "figuranta"?
"Samo dawanie przywilejów nic nie da, jeśli się nie wytłumaczy jak z nich korzystać i że w ogóle można z nich korzystać". Jakich przywilejów na Boga?!
Czy możliwość obrony swojego (ciągle i uporczywie kwestionowanego) prawa do swojej własności to przywilej?
Czy 50 lat pozbawiania ludzi prawa do prywatności wszystkiego (życia, własności, poglądów, światopoglądu itp.) jeszcze nie wystarczy?
Chyba myślimy o kompletnie różnym planowaniu przestrzennym, niestety.

Obrazek użytkownika Filip Sokołowski

Myślę, że aż tak bardzo się nie różnymy. Nie kwestionuję tego, że partycypacja to mit w obecnych realiach... ale zakładając, ze ustawodawca zwiększa rolę partycypacji społecznej lub na własną rękę (roboczo, poza procedurą) organizujemy spotkania z zainteresowanymi - czy to coś zmieni? Tak się składa, że miałem już okazję uczestniczyć w takich spotkaniach z inicjatywy gminy, która chciała poznać zdanie mieszkańców - efekt - kilka osób i każdy zainteresowany jedynie swoją działką (to czego się tam dowiedziałem, mogłem swobodnie przeczytać we wnioskach do planu). Na tej podstawie twierdzę, że wzrost roli partycypacji bez edukacji w tym kierunku przyniesie marny skutek, co nie oznacza, że nie jestem za tym wzrostem, wręcz przeciwnie.

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Obrazek użytkownika Piotr Piechocki

Nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim, a elity rządzące nie są wcale zainteresowane aby ten stan sie szybko zmienił. Nawet sami rządzący nie są zbytnio zainteresowani problematyka planowania przestrzennego. Niech każdy sobnie odpowie ilu radnych , wójtów, burmistrzów i przezydentów, uczestniczyło osobiście w debatach publicznych, ilu z nich w czasie wyłożenia zapoznało się z treścią planu lub prognoz. Ilu z nich zadaje pytania i skałda wnioski i uwagi do planu w czasie trwania procedury. Ilu z nich próbuje zainteresować swoich wyborców problematyką planownia. Ilu z nich .....
Skoro tacy są wybrańcy to co z wybierającymi. Może po wyborach ? .... A ilu kandydatów cokolwiek wspomina w swoich zamierzeniach o planowniu przestrzennym? Jak na razie myślę, że trzeba będzie zmienić kilka definicji z ustawy o planowaniu i zagospodarowniu przestrzennym, wszak samorządy mają być z dala od polityki. NIestety w ramach odchodzenia od polityki w samorządach przewidywać należy przede wszystkim odchodzenie od polityki przestrzennej czego już doświadczamy i....



Nawigacja

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 users i 6 gości.