Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / Odbudowa na terenach zalewowych - czy to dobry pomysł?

Odbudowa na terenach zalewowych - czy to dobry pomysł?


.'s picture

By . - Posted on 15 październik 2009

30 września 2009 r. Rzeczpospolita opublikowała artykuł: Bez pozwolenia tam, gdzie była powódź - dotyczący generalnie, przygotowywanych przez właściwego ministra, uproszczeń formalno-prawnych przy odbudowie i remontach obiektów budowlanych zniszczonych w wyniku działania żywiołu.

Odbudowa na terenach zalewowych - czy to dobry pomysł?

Zapraszam do dyskusji.

Więcej na w/w temat na http://kontrurbanista.webnode.com/news/planowanie-przestrzenne-durnie-/#

Filip Sokołowski's picture

Autor artykułu nie bierze pod uwagę jednej zasadniczej kwestii. Wystarczy sobie pooglądać reportarze z zalanych terenów, żeby zauwazyć, że większość budynków, które istnieją na terenach zagrożonych zalewaniem, istnieje tam od wielu wielu lat. Dlaczego ludzi zalewa, któryś raz z kolei? Bo nie mają pieniędzy na postawienie sobie pięknego białego domku, na działce, która tym zalewaniem nie jest zagrożona. Przy skromnej pomocy Państwa ledwie starcza pieniędzy na naprawę szkód wyrządzonych przez powód. Uchwalenie planów, które wprowadzałyby zakaz odbudowy istniejącej zabudowy prowadziłaby po pierwsze do tego, że powstałoby masę zdegradowanych terenów, pozostawionych samemu sobie, a z drugiej doprowadziłąby do tego, że wiele rodzin zostało by bez dachu nad głową.

Druga strona medalu jest taka, że to często sami mieszkańcy składają wnioski o zagospodarowanie terenów zalewowych, a gdy się odmawia walczą o to do upadłego skutecznie opóźniając samą procedurę sporządzenia planu.

 

Biorąc powyyższe pod uwagę trudno mi się zgodzić z przekonaniem, żeby "poważne traktowanie" planowania przestrzennego było tu jedynym złotym środkiem i lekarstwem na cały problem.

Pozdrawiam

Filip

"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"

.'s picture

Zaproponowałem taki temat na forum z nadzieją na ciekawą, pragmatyczną dyskusję wśród fachowców - praktyków.
Artykuł Adama Wajraka i reakcja Rzepy to raczej ciągle ta sama „gonitwa króliczka” (trwająca nieustająco, niestety, od pamiętnej powodzi w 1997 roku) zamiast konsekwentnie wprowadzanych w życie systemowych rozwiązań instytucjonalno-prawnych.

Natomiast przepisy, o których mowa w artykule Rzepy to przecież zupełnie inne regulacje, na zupełnie inną dyskusję – dotyczą tylko pomocy już poszkodowanym.

Ale pozostaje zasadnicze pytanie: co zrobić (i jak) aby w przyszłości takich poszkodowanych już nie było?

Obserwując całą dotychczasową praktykę planowania przestrzennego w kwestii ochrony przeciwpowodziowej mam nieodparte wrażenie, że słyszę znajome, śpiewne: "Polacy nic się nie stało!!!".
A w tle brzmi natarczywie inna melodia - „Pieśń o spustoszeniu Podola” Jana Kochanowskiego:

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą i po szkodzie głupi.

Tylko - czy powodzie to nasze przeznaczenie?

Monika Skrzypczak's picture

Odnosząc się do tematu dyskusji stwierdzam, że problem nie tkwi tylko i wyłącznie w przepisach prawa. W dużej mierze lokalizacja obiektów zabudowy mieszkaniowej zlokalizowanej na terenach zalewowych wynika z niewiedzy. Nieszczęsne decyzje o warunkach zabudowy wydawane są w sposób bezmyślny. Nie dokonuje się w nich analizy terenu pod kątem uwarunkowań przyrodniczych! Przykładem mogą być wydawane decyzje na gruntach organicznych, przeciętny Kowalski kupując działkę budowlaną z warunkami zabudowy nie zdaje sobie sprawy, że oprócz walorów estetycznych wynikających z lokalizacji terenu, istotną rolę przy realizacji zamierzonej inwestycji będą odgrywały czynniki, których na pierwszy rzut oka nie widać – przecież nikt mu nie powiedział. (realizacja fundamentu na gruntach organicznych zalegających na kilku metrach może spowodować wzrost kosztów budowy niekiedy o 50%).
Jeśli chodzi o przepisy prawa to natknęłam się na bardzo fajne opracowanie RZGW w Krakowie:
 
 
Ciekawy cytat z ww. opracowania:
W przypadku podjęcia przez kompetentne władze decyzji o możliwości lokalizacji obiektów kubaturowych na terenach zagrożonych zalaniem wodami powodziowymi, należy przede wszystkim dążyć do wyeliminowania lub maksymalnego ograniczenia strat powodziowych, poprzez uwzględnienie uwarunkowań lokalnych oraz dostosowanie rozwiązań konstrukcyjno –technicznych obiektów kubaturowych do zagrożeń związanych z oddziaływaniem wód powodziowych (zalaniem, podmyciem, przemieszczeniem koryta cieku).

 

 

Urbanistyka , komunikacja

Margo's picture

przepisy przepisami a polityka polityką.
spróbujcie wytłumaczyć Kowalskiemu, że tu nie będzie nigdy terenów pod mieszkalnictwo ponieważ tera znajduje się w strefie potencjalnego zagrożenia powodzią z uwagi na położenie w pobliżu dużej rzeki.
Kowalski popuka się w głowę i powie, Panie - Nowak mógł wybudować kilka lat temu, tam nie wylało od 1997r. więc czemu ja nie mogę?
Jak znaleźć kompromis?
Jeden z projektantów zaproponował, aby poziom "zera" budynku znajdował się na wysokości około 1,5 m + konieczne poinformowanie w tekście planu, że tereny położone są w strefie potencjalnego zagrożenia powodzią- tak aby każdy kupujący działkę otrzymywał to np. w zaświadczeniu niezbędnym do przedłożenia notariuszowi.
W przypadku ewentualnych powodzi i roszczeń z tym związanych gmina może się bronić-ludzie chcieli, zgodziliśmy się z podanym warunkiem a Pan wiedział co kupuje...
Co myślicie o takiej propozycji projektanta?

Margo

icerz's picture

Pewien problem sprawia również mozliwość wydawania dWZtu przez architektów. Na ich studiach tego typu zagadnienia pomija się, a to przecież sprawy bardzo istotne. Urbaniści są do tego lepiej przygotowani, więc teoretycznie powinni na to bardziej zwracać uwagę. Gdyby zatem dWZty wydawali wylącznie urbaniście albo plany miejscowe pokrywałyby obszary zalewowe a uważam, że dla tych terenów ich sporządzenie powinno być obowiązkowe, problem istotnie by się zmniejszył.

Kotlet's picture

Kolega się troszeczkę myli zdecydowanie.
Nie wiem jakie wykształcenie kolega posiada, ale wnioskuję z wypowiedzi, że nie jest to architektura.
Na studiach o takim kierunku element urbanistyki jest nieodzowny i pomimo, że ktoś formalnie jest architektem na pewno posiada wiedzę z zakresu urbanistyki.
Przypomnę jeszcze taką jedną sentencję: nie ma architektury bez urbanistyki tak jak nie ma urbanistyki bez architektury. Te dwie dziedziny są nierozerwalnie ze sobą złączone więc kategoryzacja na architektów i urbanistów w tym kontekście nie ma sensu.
Oczywistą oczywistością jest natomiast to, że nie każdy kto kończy architekturę zajmuje się później "na poważnie" urbanistyką. Ale to kwestia zupełnie indywidualna wynikająca z osobistych zainteresowań.
I konia z rzędem temu kto znajdzie jednolite studia magisterskie o kierunku (nazwie) urbanistyka.
Nauczanie samej urbanistyki było by jak próba wytłumaczenia osobie niewidomej od urodzenia co to są kolory.

Szklanka przegotowanej wody oraz kromka czerstwego chleba to posiłek krzepiący oraz elegancki.



Polecamy

You are missing some Flash content that should appear here! Perhaps your browser cannot display it, or maybe it did not initialize correctly.

  

Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 5 użytkowników i 42 gości online

Zalogowani użytkownicy