Jesteś tutajMPZP jak sztuka dla sztuki. Gminy nie szukają jakości.

MPZP jak sztuka dla sztuki. Gminy nie szukają jakości.


Urbanista

Przetargi odeszły do lamusa, dzisiaj wykonawcę niemal każdego opracowania planistycznego można wyłonić za pomocą zapytania ofertowego. Jedni powiedzą, że to dobrze - gminy zachowują w końcu jakąś kontrolę nad oferentami. W dobie optymistycznych wolontariuszy, przetargowych obieżyświatów lub świeżo upieczonych absolwentów, którzy jeszcze nie do końca wiedzą na jaką głęboką wodę wypchnęła ich deregulacja, taka kontrola ma znaczenie. Z drugiej jednak strony stare dobre małżeństwo z czasem może przestać być takie dobre.
 
Obserwuję sytuację na rynku urbanistycznym od dobrych kilku lat. Kiedyś byłem tym świeżo upieczonym absolwentem, potem urbanistą szukającym zleceń, a teraz prowadzę procesy inwestycyjne i urbanista jest dla mnie „usługodawcą”. Cudzysłów pojawił się dlatego, ponieważ ustawodawca napisał, że gmina sporządza i gmina płaci. No więc dobrze, skoro gmina płaci to wymagać powinna.. a czy wymaga? Czasem odnoszę wrażenie, że nawet nie wie czego miałaby wymagać. „Panie, my tu mamy takiego urbanistę, co nam studium w 2003 roku robił, potem Wztki wydawał i jak trzeba to i plan zrobi”. Zrobić zrobi, pytanie jak?
 
W tym miejscu zaznaczę, że mam niesamowity szacunek dla doświadczenia i doskonale wiem, że urbanistyka jest zawodem, który bezwzględnie wymaga tego doświadczenia. Niestety czasem bogata wiedza zawodowa to za mało. Prawo się zmienia, technologia się zmienia, a do tego bardzo często brakuje zrozumienia dla podstawowego faktu – miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest tylko elementem procesu inwestycyjnego a nie jego końcem. Zapisy planu muszą uwzględniać specyfikę inwestycji. Brak współpracy z inwestorem to pierwszy krok do tego, aby plan był sztuką dla sztuki. Oczywiście nie mam tu na myśli ingerowania we władztwo planistyczne gminy, niemniej jednak dla niektórych inwestycji nawet już sam zakres uchwały inicjującej ma kolosalne znaczenie i nie da się go określić bez specjalistycznych analiz. Niby kwestia oczywista, ale bardzo często się zdarza, że urbanista jest zamknięty na taką współpracę. Można to tłumaczyć kwestiami ekonomicznymi, bo harmonogram, bo faktury, bo płatności, a inwestor to tylko opóźnia sprawę. Poza tym mam 20 lat doświadczenia i 100 planów na zabudowę mieszkaniowo - usługową, co ja terenu pod biogazownię nie zaplanuję? Skoro jednak te płatności są dla nas ważne to dlaczego nie dbamy o jakość współpracy by ona okazała się dłuższa? Można też tłumaczyć się prawem, choć ustawodawca nigdzie nie zabronił konsultacji ze specjalistami z innej branży. Gmina jako usługobiorca powinna zdawać sobie sprawę, że źle zrobiony plan to pieniądze wyrzucone w błoto.
 
Technologia także pozostawia często wiele do życzenia.. mamy XXI wiek i trudno uwierzyć, że istnieją pracownie, które nie posługują się odpowiednimi narzędziami do projektowania. Nie chcę tu robić reklamy czy faworyzować jakieś oprogramowanie, ale jak słyszę, że pracownia robi miejscowy plan w programach typu corel to cierpnie mi skóra. Pomijając moje preferencje to każdej z gmin, która się decyduje na takiego wykonawcę zadaję pytanie czy słyszała o systemach informacji przestrzennej i standaryzacji miejscowych planów, która co prawda średnio Polsce wychodzi, ale zapewne kiedyś wyjdzie. Krótko mówiąc jak już za coś płacić to tak, aby to kiedyś można było wykorzystać bez płacenia drugi raz. Oponenci pewnie podniosą tu argument ceny takiego oprogramowania. Jest on jednak nie trafiony, ponieważ istnieje wiele tańszych albo wręcz darmowych zamienników.
 
Na koniec poruszę temat, który wielu wkurza, ale nikt o tym głośno nie mówi. Drogie gminy! Jeśli Wasz urbanista pracuje na etacie w jakimś urzędzie to może i wam taniej coś zrobi, ale z pewnością będzie to trwało dłużej, a kontakt z nim będzie znacznie utrudniony. Skoro już poruszyłem ten temat to pójdę dalej i zadam pytanie, które mnie zawsze nurtowało – czy zdajecie sobie sprawę (mówię do Nas – Urbanistów), że takie praktyki jak wyżej opisane + coraz większe zaniżanie cen (bo ktoś robi coś przy okazji, dodatkowo) przybliżało nas z każdym rokiem do momentu, w którym uczciwie należy stwierdzić, że tego zawodu nie opłaca się wykonywać, a nasza bogata wiedza, która każdy tak skrzętnie starał się dla siebie zachować, dzisiaj jest niewiele  warta? Dlaczego niewiele? Bo mimo, że sami ją prawie za darmo sprzedawaliśmy to dzisiaj przyjdzie ktoś nowy, kto zrobi Waszą pracę jeszcze taniej a Wam pozostanie doświadczenie do teoretycznego wykorzystania podczas konferencji typu "co dalej planisto przestrzenny?".

  

Your rating: None Average: 3.7 (20 votes)


Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 0 użytkowników i 20 gości online