Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / Kodeks urbanistyczno - budowlany - mnóstwo pytań bez odpowiedzi

Kodeks urbanistyczno - budowlany - mnóstwo pytań bez odpowiedzi


Filip Sokołowski's picture

By Filip Sokołowski - Posted on 26 październik 2016

 Zmiany są tak radykalne, że trudno sobie wyobrazić wejście ich w życie. W wielu kwestiach kluczowe są przepisy przejściowe i rozporządzenia wykonawcze. Nic na ten temat nie wiemy. A skutki wprowadzonych regulacji zależą przecież przede wszystkim od tego w jakich terminach zostaną one wprowadzone i na jakich zasadach. Proponowane zmiany wiążą się z potężną reorganizacją jednostek zajmujących się planowaniem przestrzennym. Co to oznacza dla ludzi, którzy mają działki na terenach bezplanowych? Jaki będzie faktyczny czas na oczekiwanie na zgodę inwestycyjną? Ilu nowych pracowników będą musiały zatrudnić starostwa by sprostać terminom zawartym w kodeksie? Czy dalej będzie funkcjonował przepis dający możliwość przedłużania terminu załatwienia sprawy właściwie w nieskończoność? Ilu pracowników gmin straci pracę? Skąd gminy będą brały pieniądze na nadrobienie zaległości w uchwalaniu mpzp chcąc zachować władztwo planistyczne na swoim obszarze? Kto zapłaci za prawnika? Gmina czy urbanista(?) Jaki los czeka inwestycje "kontrowersyjne" dla społeczeństwa np. inwestycje infrastrukturalne w kontekście wprowadzanych mediacji? W jakim terminie wszystkie gminy będą musiały zmienić studia? Jak bilansowanie będzie się miało do praw nabytych uzyskanych na podstawie obowiązujących planów - dzisiaj wymóg bilansowania jest, ale ze względu na roszczenia odszkodowawcze nie istnieje w planowaniu przestrzennym coś takiego jak krok w tył, tak więc tak się bilansuje, żeby się zbilansowało. A chyba nie o to chodziło? Jest mnóstwo pytań, na które sam kodeks nie daje odpowiedzi. Trzeba czekać na przepisy przejściowe i rozporządzenia wykonawcze? Tylko czy wówczas nie będzie za późno?

Łukasz Grzesiak's picture

Ależ Filipie w tym nie ma żadnej logiki, jeśli wejdzie w życie (a dziś wszystko jest możliwe)to można:
a) się rozpłakać,
b) odejść od urbanistyki
c) wywiesić białą flagę.
Zupełnie poważnie. :/

Filip Sokołowski's picture

A nie sądzisz, ze wszystko zależy od terminów i zasad na jakich te zmiany będą wprowadzane? Nie jest przeciez tak, że wszystkie proponowane zmiany są złe. Ja bym je podzielił na kategorie - dobre, złe i takie, które prawie napewno okażą się fikcją (taką jaką aktualnie jest kwestia bilansowania w studium). Zbyt krótkie terminy oznaczają totalny paraliż. Poza terminami jest jeszcze kwestia kasy. Na pierwszy rzut oka widać, że proponowae zmiany wymagają totalnej reorganizacji. Czy starostwa są na to gotowe? Czy gotowość będzie oznaczała stworzenie dodatkowego etatu i przedłużenie terminu załatwienia sprawy w nieskończoność?

Wiesz co jest ciekawe? Dla przeciętnego Kowalskiego temat tego Kodeksu nie istnieje. Kto uczestniczy w tych konsultacjach, skoro zawód nam zderegulowali? Kto występuje w obronie interesów tego przeciętnego Kowalskiego? Potem niestety ten przeciętny Kowalski nie będzie mógł zrealizować inwestycji, bo nikt nie pomyślał, że nie da się nadrobić w kilka miesięcy zaległości w uchwalaniu planów miejscowych, a starostwa są cieżko zdziwnione ilością wniosków o zgody inwestycyjne. A co powiedzą inwestorzy jeśli ich projekt będzie wymagał mediacji, której końca nie widać? Takich konfliktowych inwestycji jest na pęczki. 

Z moich obeswacji wynika, że najbardziej nośnym hasłem w kontekście kodeksu jest "koniec decyzji o warunkach zabudowy". W wielu artykułach o tym tytule nie znalazłem ani jednego zdania czym te decyzje zostaną zastąpione i na jakich warunkach będa wydawane. Hasło jednak działa - widać to po ilości wniosków jakie trafiają do urzędów gmin. Każdy chce zdążyć, bo potem nie wiadomo co będzie. 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

adam's picture

Przygotowuję listę uwag, a w między czasie powiem tak:
Jeśli to wejdzie w życie - a wejdzie - to każdy urbanista, kto ogarnie tą ustawę, nie opędzi się od roboty. A w gminie urbanista będzie po prostu bogiem.

s_b's picture

Cały ten kodeks może z jakiś tam założeń jest dobrym kierunkiem zmian, ale skutki jego będą takie, że gminy biedniejsze przestaną sporządzać plany miejscowe, a bogatsze będą sporządzać ponosząc zdecydowanie większe koszty, już nie tylko studium i plan, ale żeby do nich dojść to jeszcze monitorowanie, analizy, bilanse, chłonności, programy rozwoju, przy okazji zmiana strategii, itd..., a wszystko po to aby wszystkich nabrać i ubrać w ładne słowa o ładzie przestrzennym, zrównoważonym rozwoju itd..... Nikt przez ponad 20 lat nie wpadł na to, że oddanie w Polsce całkowitego władztwa planistycznego gminom było błędem, stało się to zdecydowanie za wcześnie, nie byliśmy świadomi i należycie wyedukowani, jak ważną wartością jest przestrzeń.
Mleko się rozlało i teraz albo drastyczne zmiany w systemie ... albo liczymy bilanse i bawimy się dalej ... bo co innego może urbanista? może najwyżej nie wziąć zapłaty i zrezygnować z zawodu.

A co do stwierdzenia "kto ogarnie tą ustawę, nie opędzi się od roboty. A w gminie urbanista będzie po prostu bogiem", to może być prawda ale tylko wtedy gdy będziesz bezwzględnie robił to co gmina będzie chciała, nie bacząc na swoją wiedzę, rzetelnie zrobione bilanse... itd...

wlisiec's picture

Nawet pobieżna lektura kodeksu nasuwa obawy i zdziwienie skali rewolucyjnych zmian nas czekających. Z punktu widzenia urbanisty rozstrzygającego o decyzjach planistyczne w skali „płotu sąsiada ze śmietnikiem” zmiany ideowe wydaja się kosmiczne.
Według kodeksotwórców faktycznie urbaniści zostali usytuowania gdzieś w okolicy kosmonautów, gdyż na stronie 324/355 dokumentu, w rozdziale „wpływ na rynek pracy” ukazującym zalety nowej regulacji wymieniono obok siebie (w oczach twórców chyba jako równorzędne) grupy zawodowe mające osiągnąć korzyści: wzrost w sektorze usług planistycznych aktualizujących studia gminne i plany miejscowe, a także – cytuję: „wzrost zatrudnienia w sektorze technologii kosmicznych związanych z teledetekcją (…) (…) i interpretacji danych satelitarnych”.
Skoro kodeksotwórca ma wyobrażenie o urbanistach na równi z wyobrażeniem o kosmicznych technologiach to ideę rewolucji planowania wszystkiego od nowa należy ocenić jako ideę wystrzeloną w kosmos.

Tak dużo jest niewiadomych, że aż trudno ogarnąć skalę zmian. Na początek nasuwa się wątpliwość o wiązanie sporządzania planów z procedurą scaleń i podziałów w przypadku „nieodpowiedniej struktury gruntów”. Czy ktoś w ogóle widział , poza jedną działką gruntu „strukturę odpowiednią”?

Jeżeli gmina wyznaczy obszar rozwoju zabudowy - do którego obowiązkowo trzeba będzie sporządzić plan dotyczący przeprowadzenia scaleń i podziału (ponieważ znajdzie się na gruntach o mieszanej strukturze władania, w tym gruntach o bonitacji R, Ł - czyli rolnych także w mieście…) rada gminy będzie musiała taką procedurę uruchomić co doprowadzi że wszystkie nieruchomości jednocześnie - w obszarze rozwoju zabudowy znajdą się w procesie tychże „zamian”. Dla zobrazowania: W dzielnicy miasta, w którym pracuję, studium wyznacza dla jednej dzielnicy obszar kierunków rozwoju tylko dla funkcji MN na obszarze: 1 333 ha co obejmuje liczbę działek ewidencyjnych: 9 200 (policzyłam!) zabudowanych i niezabudowanych o nieznanej liczbie właścicieli, współwłaścicieli, współmałżonków, zmarłych i spadkobierców, którzy zostaną uwikłani w globalną procedurę zamian, roszczeń i rozliczeń, której żaden sąd nie rozstrzygnie po wiek wieków.

Idea nie zaskarżania do sądu planu po dwóch latach, wydaje się być niezgodna z powszechnym prawem obywatela/mieszkańca do sądu.

Pomysł uchylenia planów obowiązujących, a może ich części (czy obszarowo, czy poprzez zmiany zapisów uchwały?) też jest nieprzemyślana przy niezrozumieniu pojęcia „niezrealizowania planu”.

Kodeksotwórca zachował się tak, jakby w Polsce planów miejscowych w ogóle nie było oraz nie bierze pod uwagę możliwości zmian tych planów i to w różny sposób: poprzez nowelizaję ich zapisów, albo zastąpienie jednego fragmentu planu innym planem, co w przyszłości może stworzyć problem „zakresu” zobowiązań samorządów np. odnośnie konieczności uzbrajania terenów lub „pobierania” opłaty infrastrukturalnej.

Postulat o lokalizacji inwestycji zawsze zgodnie z „ogólnym porządkiem przestrzennym/planistycznym” także nasuwa pytanie kto i jak ten porządek zdefiniuje, podobnie próba udowadniania sprzeczności z „ogólnym porządkiem ” realizacji inwestycji nasuwa pytanie: gdzie miałyby te decyzje zapadać, kto je wyda, i jak zmierzyć ten ogólny porządek. … Ech…

adam's picture
s_b napisał/a:

A co do stwierdzenia "kto ogarnie tą ustawę, nie opędzi się od roboty. A w gminie urbanista będzie po prostu bogiem", to może być prawda ale tylko wtedy gdy będziesz bezwzględnie robił to co gmina będzie chciała, nie bacząc na swoją wiedzę, rzetelnie zrobione bilanse... itd...

Mi raczej chodziło o to, że urbaniści mogą stać się w wielu gminach praktycznie jedyną grupą ogarniającą nowe rozwiązania. Gmina, chcąc zrobić cokolwiek, będzie najpierw musiała przyjść do urbanisty, czy można to zrobić, a potem jak to zrobić.
Jeśli tylko dobrze wykorzystamy te zmiany, to zawód urbanisty znowu może zacząć coś znaczyć.

Filip Sokołowski's picture

adam napisał/a:

Przygotowuję listę uwag, a w między czasie powiem tak: Jeśli to wejdzie w życie - a wejdzie - to każdy urbanista, kto ogarnie tą ustawę, nie opędzi się od roboty. A w gminie urbanista będzie po prostu bogiem.

Jak będziesz miał ją gotową to podziel się tymi uwagami na forum, będzie pewnie o czym dyskutować. 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Filip Sokołowski's picture

s_b napisał/a:

A co do stwierdzenia "kto ogarnie tą ustawę, nie opędzi się od roboty. A w gminie urbanista będzie po prostu bogiem", to może być prawda ale tylko wtedy gdy będziesz bezwzględnie robił to co gmina będzie chciała, nie bacząc na swoją wiedzę, rzetelnie zrobione bilanse... itd...

A co oznacza rzetelnie wykonany bilans? Nie ma wytycznych, nie ma standardów? Na jakiej podstawie więc można uznać, że coś jest zrobione bardziej rzetelnie czy też mniej, albo w ogóle? Poza tym ustawodawca każe prezentować wyniki. Można więc dość do wniosku, że sposobem wyliczania nikt sobie głowy nie zaprzątał. Ważne, że mamy przepis, który ma doprowadzić do tego, że w końcu zacznie się planować na miarę potrzeb, a nie na wyrost! Takie zaklinanie rzeczywistości. Powtórzone zresztą w Kodeksie. Idea słuszna, tylko przy art. 36 naszej ustawy niemożliwa do zrealizowania. 

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

s_b's picture
Filip Sokołowski napisał/a:

A co oznacza rzetelnie wykonany bilans? Nie ma wytycznych, nie ma standardów? Na jakiej podstawie więc można uznać, że coś jest zrobione bardziej rzetelnie czy też mniej, albo w ogóle? Poza tym ustawodawca każe prezentować wyniki. Można więc dość do wniosku, że sposobem wyliczania nikt sobie głowy nie zaprzątał. Ważne, że mamy przepis, który ma doprowadzić do tego, że w końcu zacznie się planować na miarę potrzeb, a nie na wyrost! Takie zaklinanie rzeczywistości. Powtórzone zresztą w Kodeksie. Idea słuszna, tylko przy art. 36 naszej ustawy niemożliwa do zrealizowania. 

Skoro my urbaniści nie jesteśmy w stanie ocenić, czy bilans jest zrobiony rzetelnie czy nie, bo nie ma wytycznych, szczegółowych przepisów, to znaczy że ten zawód coraz mniej znaczy. Gdy pojawią się przepisy, które regulować będą wszystko to prawnicy wezmą się za planowanie... i tendencję w tym kierunku widać już po pewnym zapisie w kodeksie. Dojdzie do tego, że prawnik będzie sprawdzał, czy dobrze policzyłeś bilans zgodnie z przepisami kodeksu.... Poza tym nie wszystkiemu jest winny art. 36, który działa przecież tylko w stosunku do planów, więc np. nic nie stoi na przeszkodzie aby uciąć w gminie wiejskiej, w której ruch budowlany to 20 budynków mieszkalnych na rok np. 20 % terenów wskazanych pod zabudowę (dla których nie ma sporządzonych planów) przy rzeczywistym zainwestowaniu nie wiele większym... Jeszcze nie widziałem tak odważnego aby próbował przeforsować coś takiego skoro łatwiej i bezproblemowo zrobić odpowiednio dostosowany bilans. Nie byłbym obiektywny gdybym napisał, że to wina urbanistów, Problem leży w "wypaczonym" systemie, gdzie urbanistom płaci gmina, a urbanista zrobi wszystko bo nie ma żadnego nad nim zawodowego nadzoru. I nie wierzę, że zaproponowane zmiany w kodeksie coś istotnego zmienią w tym zakresie ...

Filip Sokołowski's picture

s_b żaden prawnik nie będzie liczył czy sprawdzał czy urbanista prawidłowo wykonał bilans, bo nie ma do tego kompetencji. Prędzej powoła biegłego urbanistę, który policzy to po swojemu. To dowolność interpretacji sprawia, że coraz więcej spraw ląduje w sądach i mnożą się coraz to ciekawsze wyroki.

Z tymi gminami wejskimi to mamy jakieś inne doświadczenia. Ja znam takie, które wydają ponad 300 decyzji rocznie. Znam też takie, które mają ponad 50% pokrycie planami. Nie mówię, że art. 36 jest wszystkiemu winny, ale problem nadpodaży terenów budowlanych jest powszechny. Nie da się go załatwić od tak, każąc gminom liczyć bilanse i sprzątać po latach "róbta co chceta", bez refleksji nad konsekwencjami. Ludzie są coraz bardziej świadomi swoich praw. Poza tym nawet te gminy "bezplanowe" chcąc zachować władztwo planistyczne na swoim terenie będą musiały uchwalać plany, również na terenach, na których wcześniej były wydawane decyzje o warunkach zabudowy.

Współzałożyciel Portalu Urbanistyka.Info
Kontakt:
tel. +48 608-292-492
e-mail: fsokolowski@urbanistyka.info

Łukasz Grzesiak's picture

Mój nieco ironiczny komentarz wynikał z przekonania, które jak się zdaje podzielają tu wszyscy, iż skala zmian jest ogromna. Zgadzam się, że proponowane zmiany można różnie segregować, a wszystko zależy od terminu ich wprowadzenia (ma być odrębna ustawa wprowadzająca kodeks, więc zakładam, że tam będzie można dowiedzieć się czegoś więcej. Kodeks jest obecnie na etapie konsultacji, zobaczymy co się ostanie przed czytaniem w Sejmie.

pozdrawiam

s.w.'s picture

Gdzieś wyżej przeczytałem, że jeżeli kodeks zostanie przyjęty w takim kształcie to urbanista będzie bogiem. Przeczytałem projekt kodeksu kilka razy i nie mogę się zgodzić z taką opinią - to prawnik będzie bogiem a przynajmniej bóstwem, bez niego żaden plan nie zostanie sporządzony. Padło też pytanie kto zapłaci za prawnika. Tu nie ma wątpliwości, że zrobi to pośrednio gmina. Zespół autorski będzie musiał zostać powiększony o taką osobę a ca za tym idzie koszt opracowania wzrośnie. Kodeks ma sporo zalet, ale jest też równie dużo o ile nie więcej wad. Dziwi mnie małe zainteresowanie kodeksem środowiska urbanistów i gmin, a zwłaszcza ich pracowników. Kodeks tworzy niejako nową filozofię planowania przestrzennego dlatego w proces jego tworzenia powinno się zaangażować szerokie grono praktyków związanych z planowaniem przestrzennym. Brak uwag środowiska nie wywoła u nikogo refleksji nad projektowanymi zmianami. Kodeks jest jedną z obietnic obecnego rządu, dlatego należy się spodziewać, że proces legislacyjny będzie przebiegał szybko i sprawnie. Wracając do gmin - z uzasadnienia kodeksu wynika, że oprócz decyzji wz, na poziomie gminy nie będą już wydawane zaświadczenia dot. planów miejscowych, wypisy i wyrys z mpzp, decyzje podziałowe. Nie wiemy jeszcze co stanie się z obowiązującymi obecnie dokumentami planistycznymi (studia, mpzp) po przyjęciu kodeksu, ale wydaje się że osoby które na poziomie gminy pracują w wydziałach/referatach planowania przestrzennego będą musiały zająć się czymś innym lub odejść z pracy.

jarob's picture

O miejsca pracy w administracji bym się nie martwił. Zawsze ktoś od strony inwestora musi kontrolować przebieg zamówienia... Także przy zwiększonej ustawowo transparentności trzeba będzie każdy jeden wniosek i pismo publikować na stronie (nie wiem czy to do końca dobry pomysł) - ktoś to też musi robić. Ponadto zaświadczenia można wydawać na podstawie KPA. Faktycznie znikają wypisy i wyrysy (choć w ustawie o opłatach skarbowych nie zauważyłem żadnych ruchów, czyli może to pozostać) ale przecież banki nie zrezygnują z czerwonej pieczątki urzędnika do każdego kredyciku. Bardziej bym się zastanawiał, czy na miejscu włodarzy nie lepiej byłoby powoływać gminne zespoły planistyczne; w końcu radcy prawni na etacie są, wyceny nieruchomości też się zleca, brakuje tylko planisty z odpowiednim stażem. Przy czym sama ustawa nie reguluje w sposób jednoznaczny na czym ten staż będzie polegał i jak będzie on przez organ nadzoru weryfikowany. W całym tym kodeksie uderza mnie zbyt duża ilość odniesień: "Minister w drodze rozporządzenia ustali/może ustalić..." W ten sposób stan prawny o tyle się nie zmieni, że nadal będzie duża ilość rozporządzeń i aktów bocznych. Cieszy natomiast sam fakt likwidacji DWZ oraz ustalenia spójnej techniki zapisu legislacyjnego. Brakuje zdecydowanie przepisów przejściowych. Co z procedurami już rozpoczętymi i w trakcie? Co z obowiązującymi aktami planistycznymi? Co w sytuacji konieczności przywracania roli przy rozbuchanych zabudowach w planach obowiązujących i studiach? W części prawa budowlanego wprowadzono nowe strefy ograniczonego użytkowania (np od linii energetycznych, od cmentarzy 100 m - obecnie dopuszcza się nawet 50m). Kto wówczas zapłaci odszkodowania? Powtórzy się sytuacja jak ze strefami powodziowymi i zakazami zabudowy, czyli chaos?

jaro's picture

Prezentacja szczegółowych rozwiązań kodeksu urbanistyczno-budowlanego, cz.1
https://www.youtube.com/watch?v=0HS4UDh4NjU

Prezentacja szczegółowych rozwiązań kodeksu urbanistyczno-budowlanego cz.2
https://www.youtube.com/watch?v=2Pzl-k6ncBU

Konsultacje projektu kodeksu urbanistyczno-budowlanego
https://www.youtube.com/watch?v=oON6mwka9ho



Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 0 użytkowników i 4 gości online