Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / Ile "eko" w urbanistyce?
Ile "eko" w urbanistyce?
Należy tu - a jakże - nawiązać do felietonu zamieszczonego na głównej stronie portalu o posłach i ich usilnych próbach zastąpienia złego traktatu z Kioto, jeszcze gorszym - bo hamującym rozwój gospodarczy i zabierającym szansę rozowju "krajom rozwijającym się" - nowym "traktatem Kopenhaskim", w którym ktoś nagle wymyślił 20% ograniczenie CO2 do atmosfery. Jakby to jeszcze CO2 miało jakiś szczególny wkład w tzw. (kolejny mit - apel heidelberski czy ostatnia kompromitacja zespołu ds. klimatu przy ONZ właśnie, który chcąc nie chcąc musiał nagle stwierdzić przyrost masy lodowców np. w Nowej Zelandii) ocieplenie klimatu. Ale ad rem.
Nie zamierzam negować potrzeby wdrażania nowych rozwiązań i technik projektowych, czy też wytycznych co do kształtowania przestrzenii (architektura + urbanistyka), jak też nowych trendów "zielonego krajobrazu" i to zarówno w jego sensie przyrodniczym, kulturowym jak i stricte kształotwania terenów zieleni (to już zadanie szczególnie dla kolegów i koleżanek spod "znaku" architektury krajobrazu) - nie zamierzam, bo faktycznie wydaje się to właściwe, choćby z punktu widzenia czystej estetyki otoczenia. Tu też nie sposób pominąć - już wielokorotnie opisywanego na Portalu - "Dnia Urbanisty" i jego tegorocznej myśli przewodniej, tj. ekourbanistyki. Czy ma to jednak cokolwiek wspólnego, ba czy powinno mieć, z tolerancją dla ekologicznych haseł tzw. ekologów? Nierzadko można przecież spotkać się ze sformułowaniem "terroryzm ekologiczny". Co więc należy rozumieć przez przedrostek "eko"? Jaki jest główny morał -dla nas, płynnący z konferencji w Poznaniu?
Dla mnie jednoznaczny - projektuj, myśl i buduj przestrzeń tak, by minimalizować jej "zużycie"; wykorzystaj intensywny rozwój i przemyślane rozwiązania architektoniczno - urbanistyczne, ze świadomoscią wartości krajobrazu we wszystkich jego aspektach.
To mój wniosek. A Twój?
- Zaloguj się lub zarejestruj aby móc dodać komentarz

Żeby minimalizować "zużycie" przestrzeni, chronić najcenniejsze jej elementy, a z drugiej strony nie wpaść w pułapkę projektując tam gdzie koszty budowy będą na pewno sporo większe - trzeba mieć możliwie największą i najbardziej rzetelną wiedzę o terenie. Co z tego, że będziemy mieć świadomość "jak coś na coś wpływa", czy że warto inwestować w przyjazne dla środowiska źródła energii (nota bene nie dawno na portalu pisalismy o tym, że jest już przesyt energii z wiatraków na polskim rynku), skoro nie będziemy w stanie dokładnie rozpoznać terenu pod względem jego budowy, zasobów czy też bogactwa naturalnego. Mam wrażenie, że w naszym kraju ciągle się mówi co warto by było zrobić, jak projektować, ale nie myśli się o problemach jakie projektant może napotkać w swojej pracy. Dostęp do wiedzy na temat naszej przestrzeni jest tak marny, że informacje, które dostarczane są projektantom przez opracowania środowiskowe są w dużej mierze zbiorem przypuszczeń, a nie rzetelną informacją. Żeby nie mówić ogólnikowo zadam proste pytanie - czy jest na tym forum choć jeden z projektantów, którego omineło przenoszenie zasięgu przeróżnych stref (np. archeologicznych, konserwatorskich) z ledwie czytelnej pomniejszonej i w dodatku kserowanej mapy w skali np. 1:25 tyś na mpzp w skali 1:1000? Jak w takim przypadku można mówić o jakiejkolwiek dokładności. Jest XXI w. a my dalej musimy korzystać z materiałów, które prawie w rękach się rozpadają, a kreski mają w nich taką grubość jak się aktualnie projektantom mazakiem narysowało. Kto choć raz w swojej pracy nie dostał z urzędu sterty decyzji administracyjnych tworzonych w różniej formie i jakości i musiał sobie to wszystko jakoś poukładać na swoim obszarze działania, a potem jak to poukłądał, co rusz dostawał info, że się jeszcze coś zmieniło, że coś doszło??
Dla mnie naistotniejszym przekazem jest informacja o tym, że jest kasa na standaryzacje, że pojawiają się głosy, że jest szansa na zmianę obecnego stanu rzeczy - przyznam, czekam na to z niecierpliwością, bo naprawdę często mam sytuację, w której pod nosem wypowiadam zdanie "to są chyba jakieś jaja" - to niestety nie jaja, to nasza rzeczywistość.
"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"
Wszystko ładnie i pięknie z tym przenoszeniem skal i oczekiwaniem dokładności, ale od wielu lat spotykam się również z problemem w drugą stronę.
Przy opracowaniu studium nie da się zejść z dokładnością do poziomu planu miejscowego, a wiele osób własnie tego oczekuje.
Nie da się robiąc dokument wyznaczający jedynie kierunki i nakreślający ogólne horyzonty rozwoju dla całej gminy wrysować każdy obszar z dokładnością planu (czyli mapy zasadniczej - kilka cm) nie robiąc jakiegoś błędu albo nie sporządzając tego latami kiedy i tak już straci na aktualności to co narysowaliśmy na początku. Jaja są i będą tylko inne ;)
Każdą przestrzeń musimy szanować i tą "eko" i tą zdewastowaną przez nas samych. Trzeba dążyć do jak najlepszego opisania tego co nas otacza, ale pamiętajmy, że każda technologia ma swoje ograniczenia i przekłamania w stosunku do rzeczywistego opisywanego nią ekwiwalentu.