Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / Ile "eko" w urbanistyce?

Ile "eko" w urbanistyce?


Łukasz Grzesiak's picture

By Łukasz Grzesiak - Posted on 25 styczeń 2010

Należy tu - a jakże - nawiązać do felietonu zamieszczonego na głównej stronie portalu o posłach i ich usilnych próbach zastąpienia złego traktatu z Kioto, jeszcze gorszym - bo hamującym rozwój gospodarczy i zabierającym szansę rozowju "krajom rozwijającym się" - nowym "traktatem Kopenhaskim", w którym ktoś nagle wymyślił 20% ograniczenie CO2 do atmosfery. Jakby to jeszcze CO2 miało jakiś szczególny wkład w tzw. (kolejny mit - apel heidelberski czy ostatnia kompromitacja zespołu ds. klimatu przy ONZ właśnie, który chcąc nie chcąc musiał nagle stwierdzić przyrost masy lodowców np. w Nowej Zelandii) ocieplenie klimatu. Ale ad rem.
Nie zamierzam negować potrzeby wdrażania nowych rozwiązań i technik projektowych, czy też wytycznych co do kształtowania przestrzenii (architektura + urbanistyka), jak też nowych trendów "zielonego krajobrazu" i to zarówno w jego sensie przyrodniczym, kulturowym jak i stricte kształotwania terenów zieleni (to już zadanie szczególnie dla kolegów i koleżanek spod "znaku" architektury krajobrazu) - nie zamierzam, bo faktycznie wydaje się to właściwe, choćby z punktu widzenia czystej estetyki otoczenia. Tu też nie sposób pominąć - już wielokorotnie opisywanego na Portalu - "Dnia Urbanisty" i jego tegorocznej myśli przewodniej, tj. ekourbanistyki. Czy ma to jednak cokolwiek wspólnego, ba czy powinno mieć, z tolerancją dla ekologicznych haseł tzw. ekologów? Nierzadko można przecież spotkać się ze sformułowaniem "terroryzm ekologiczny". Co więc należy rozumieć przez przedrostek "eko"? Jaki jest główny morał -dla nas, płynnący z konferencji w Poznaniu?

Dla mnie jednoznaczny - projektuj, myśl i buduj przestrzeń tak, by minimalizować jej "zużycie"; wykorzystaj intensywny rozwój i przemyślane rozwiązania architektoniczno - urbanistyczne, ze świadomoscią wartości krajobrazu we wszystkich jego aspektach.
To mój wniosek. A Twój?

Filip Sokołowski's picture

Żeby minimalizować "zużycie" przestrzeni, chronić najcenniejsze jej elementy, a z drugiej strony nie wpaść w pułapkę projektując tam gdzie koszty budowy będą na pewno sporo większe - trzeba mieć możliwie największą i najbardziej rzetelną wiedzę o terenie. Co z tego, że będziemy mieć świadomość "jak coś na coś wpływa", czy że warto inwestować w przyjazne dla środowiska źródła energii (nota bene nie dawno na portalu pisalismy o tym, że jest już przesyt energii z wiatraków na polskim rynku), skoro nie będziemy w stanie dokładnie rozpoznać terenu pod względem jego budowy, zasobów czy też bogactwa naturalnego. Mam wrażenie, że w naszym kraju ciągle się mówi co warto by było zrobić, jak projektować, ale nie myśli się o problemach jakie projektant może napotkać w swojej pracy. Dostęp do wiedzy na temat naszej przestrzeni jest tak marny, że informacje, które dostarczane są projektantom przez opracowania środowiskowe są w dużej mierze zbiorem przypuszczeń, a nie rzetelną informacją. Żeby nie mówić ogólnikowo zadam proste pytanie - czy jest na tym forum choć jeden z projektantów, którego omineło przenoszenie zasięgu przeróżnych stref (np. archeologicznych, konserwatorskich) z ledwie czytelnej pomniejszonej i w dodatku kserowanej mapy w skali np. 1:25 tyś na mpzp w skali 1:1000? Jak w takim przypadku można mówić o jakiejkolwiek dokładności. Jest XXI w. a my dalej musimy korzystać z materiałów, które prawie w rękach się rozpadają, a kreski mają w nich taką grubość jak się aktualnie projektantom mazakiem narysowało. Kto choć raz w swojej pracy nie dostał z urzędu sterty decyzji administracyjnych tworzonych w różniej formie i jakości i musiał sobie to wszystko jakoś poukładać na swoim obszarze działania, a potem jak to poukłądał, co rusz dostawał info, że się jeszcze coś zmieniło, że coś doszło??

Dla mnie naistotniejszym przekazem jest informacja o tym, że jest kasa na standaryzacje, że pojawiają się głosy, że jest szansa na zmianę obecnego stanu rzeczy - przyznam, czekam na to z niecierpliwością, bo naprawdę często mam sytuację, w której pod nosem wypowiadam zdanie "to są chyba jakieś jaja" - to niestety nie jaja, to nasza rzeczywistość.

"Na początku niepewnego przedsięwzięcia nasza wiara jest jedyną rzeczą, która może nam zapewnić powodzenie"

Adam Rodziewicz's picture

Wszystko ładnie i pięknie z tym przenoszeniem skal i oczekiwaniem dokładności, ale od wielu lat spotykam się również z problemem w drugą stronę.

Przy opracowaniu studium nie da się zejść z dokładnością do poziomu planu miejscowego, a wiele osób własnie tego oczekuje.

Nie da się robiąc dokument wyznaczający jedynie kierunki i nakreślający ogólne horyzonty rozwoju dla całej gminy wrysować każdy obszar z dokładnością planu (czyli mapy zasadniczej - kilka cm) nie robiąc jakiegoś błędu albo nie sporządzając tego latami kiedy i tak już straci na aktualności to co narysowaliśmy na początku. Jaja są i będą tylko inne ;)

Każdą przestrzeń musimy szanować i tą "eko" i tą zdewastowaną przez nas samych. Trzeba dążyć do jak najlepszego opisania tego co nas otacza, ale pamiętajmy, że każda technologia ma swoje ograniczenia i przekłamania w stosunku do rzeczywistego opisywanego nią ekwiwalentu.



Polecamy

You are missing some Flash content that should appear here! Perhaps your browser cannot display it, or maybe it did not initialize correctly.

  

Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 1 użytkownik i 30 gości online

Zalogowani użytkownicy