Jesteś tutajFiasko szczytu w Kopenhadze

Fiasko szczytu w Kopenhadze


0
No votes yet
Your rating: None
Źródło: 
http://www.polityka.pl/
 

Szczyt klimatyczny zakończył się niczym. Czy zwolennicy ochrony środowiska powinni jednak płakać? Edwin Bendyk przekonuje, że nie. Bo każdy z nas może wiele zrobić już dziś.

 

Duńczycy przygotowywali się do kopenhaskiego szczytu klimatycznego ONZ od wielu, wielu miesięcy. Byli przekonani, że podczas konferencji COP15 uda się wypracować nowe globalne porozumienie określające w wiążący strony sposób, jak przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Już wiosną 2007 r. Connie Hedegaard, minister ds. klimatu w rządzie duńskim i przewodnicząca COP15 mówiła polskim dziennikarzom, że nowe porozumienie klimatyczne będzie podstawą budowy nowego światowego ładu klimatycznego, a Kopenhaga stanie się globalnym symbolem tego nowego porządku.

 

Kilka dni temu Hedegaard zrezygnowała z przewodniczenia obradom sfrustrowana przebiegiem negocjacji. Wbrew bowiem duńskim marzeniom, zgodnie jednak z przewidywaniami wielu analityków (o czym pisaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem konferencji) Szczyt Klimatyczny ONZ zakończył się de facto niczym. Strony przyjęły polityczne porozumienie nie podejmując istotnych zobowiązań. Owszem, przyjmują że należy ustabilizować wzrost temperatury atmosfery na poziomie 2 st. C w perspektywie 2050 r. Nie stawiają sobie jednak tego pułapu jako twardego celu, ani też nie określają celów pośrednich do jego osiągnięcia.

 

Poważna sprawa

 

Kluczowi uczestnicy negocjacji: Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Unia Europejska zdają się mówić - sprawa, owszem jest poważna, pracujmy nad nią dalej - mamy jednak poważniejsze, bieżące sprawy na głowie. Na przykład światowy kryzys finansowy. Podstawowym argumentem była oczywiście ogromna kosztowność tego projektu dla światowej gospodarki. Pro-ekologiczne inwestycje są drogie, na ich wymierne efekty trzeba czekać dziesiątki lat. Dla wielu krajów – na przykład uzależnionej od węgla Polski – wprowadzenie drakońskich ograniczeń w emisji CO2 do atmosfery oznaczałoby prawdziwą rewolucję w przemyśle i energetyce. Oraz wielkie wydatki.

 

Najbiedniejsze kraje grupy G77, a zwłaszcza kraje wyspiarskie, nie kryją głębokiego rozczarowania fiaskiem szczytu. Przywódca Tuvalu twierdzi, że ustalenia kopenhaskie oznaczają wyrok śmierci na jego państwo, które po prostu w ciągu kilku dziesięcioleci zniknie w otchłani Pacyfiku.

 

Organizacje pozarządowe nie pozastawiają na politykach suchej nitki. „To nie jest w porządku. Porozumienie nie jest ambitne i prawnie wiążące. Światowi przywódcy nie wykonali swojej pracy na dzisiaj. Nie podjęli działań powstrzymujących katastrofalne zmiany klimatu” podsumował obrady Kumi Naidoo, dyrektor generalny Greenpeace. Członkowie polskiej Koalicji Klimatycznej stwierdzają bez ogródek: „porozumienie kopenhaskie to wyrok dla miliardów ludzi!”.

 

Symbol (bez)nadziei

 

W piątek, 18 grudnia Greenpeace wydał „numer specjalny” dziennika „International Herald Tribune”, podróbkę znanej gazety pokazującą, jakie wiadomości chcieliby przeczytać w sobotę 19 grudnia rano: oto na czołówce uśmiechnięci liderzy Unii Europejskiej gratulują sobie ambitnych wyników, dzięki którym Unia odzyskała światowe przywództwo. Inny artykuł wyjaśnia, w jaki sposób prezydent Francji nadał negocjacjom tempa rzucając zdumiewającą deklarację: Francja rezygnuje z programu zbrojenia atomowego i zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznacza na rozwój nowych technologii odnawialnych źródeł energii oraz na pomoc adaptacyjną dla krajów biednych. Inni nie mają wyjścia i w negocjacyjnym pokerze przebijają ambitne stawki, na boku zostaje jedynie Vaclav Klaus, prezydent Czech przekonujący, że mieszkańcy krajów wyspiarskich są wolnymi ludźmi i mogą wybrać miejsce do życia, a poza tym pływanie jest zdrowe dla serca.

 

Prawdziwy IHT z datą 19 grudnia zawiera jednak odmienne informacje, Kopenhaga nie stała się symbolem nadziei. Będzie raczej wspominana jako miejsce, w którym ujawniły się wszystkie najgorsze aspekty globalnej polityki: zakulisowe negocjacje, walki lokalnych interesików, przewaga kategorii interesu nad zasadą sprawiedliwości.

 

Powtórzmy jednak: wynik szczytu nie zaskakuje, można go było przewidzieć. Kto liczył na zdecydowanie odmienne rezultaty, liczył na cud. Nowy ład globalny nie powinien jednak opierać się na tak kruchej podstawie. Pisała o tym Elinor Ostrom w opracowaniu przygotowanym na zamówienie Banku Światowego. Laureatka tegorocznej nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii wykazuje zasadniczą słabość takich projektów, jak próba zbudowania globalnego porozumienia klimatycznego. Podstawą dla takich prób są pewne ramy teoretyczne zakładające, że ludzie by chcieli działać dla dobra wspólnego (w tym przypadku na rzecz ochrony klimatu) muszą mieć nad sobą bat, czyli system norm i mechanizmów wymuszających ich respektowanie. Problem w tym, że zbudowanie systemu globalnego, przy tak wielkim zróżnicowaniu interesów, kultur i wrażliwości jest niezwykle trudne. Nawet jeśli możliwe byłoby zawarcie porozumienia, to czy możliwa byłaby jego skuteczna egzekucja? Doświadczenie Protokołu z Kioto pokazuje, że bat nie działa, gdy nie ma woźnicy.

 

... działaj lokalnie

 

Ostrom nie kończy jednak na ponurej analizie, lecz dalej pokazuje, że o globalne dobro wspólne można dbać podejmując działania na niższych, lokalnych poziomach (za badania nad tymi właśnie aspektami lokalności dostała ekonomicznego Nobla). Ludzie przestają być ślepymi egoistami dążącymi do zagłady, gdy przedstawi im się dobrą informację i dobry przykład. Ważnie jest połączenie obu kwestii. Nie wystarczy w hotelu wywiesić kartki, że wielokrotne użycie ręcznika przyczyni się zaoszczędzenia hektolitrów wody. Lepiej dodać informację, że większość wcześniejszych lokatorów pokoju użyła ręcznik wielokrotnie.

 

Opracowanie Ostrom kończy lista przykładów lokalnych działań na rzecz klimatu i środowiska. Prowadzą one amerykańską uczoną do wniosku: globalne porozumienie klimatyczne nie musi być złe. Zamiast jednak napinać się by zaprojektować układ zbyt ambitny i jednocześnie mało realny, lepiej skupić się na tworzeniu ładu policentrycznego, stymulującego lokalne inicjatywy służące globalnej sprawie. Badania Ostrom przypominają, że w debacie klimatycznej istotna jest nie tylko wiedza, jakiej dostarczają klimatolodzy. Nie mniej ważne dla skutecznej walki ze skutkami zmian klimatycznych są osiągnięcia nauk społecznych. Podpowiadają one, jak zorganizować ludzi, by chcieli działać dla wspólnego dobra.

 

 

 

 

 

Edwin Bendyk dla POLITYKA.PL

 

 

 

 

www.polityka.pl/nauka/1501743,1,fiasko-szczytu-w-kopenhadze.read

<!-- end .date_and_size -->



Nawigacja

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 users i 6 gości.