Jesteś tutajForums / Urbanistyka w praktyce / dostęp do drogi publicznej

dostęp do drogi publicznej


duh's picture

By duh - Posted on 18 sierpień 2011

Mam do Was pytanie odnośnie przeznaczania w studium i w planie terenów pod zabudowę na działkach, które nie maja dostępu do drogi publicznej. Chodzi mi o to, czy w przypadku, kiedy wyznaczymy np teren budownictwa mieszkaniowego na działce bez dostępu bezpośredniego, za pomocą drogi wewnętrznej czy też dzięki służebności, to czy gmina ma obowiązek zapewnić dojazd (zbudować drogę, wydzielić wewnętrzna lub przeprowadzić procedurę uzyskania służebności)czy to juz pozostaje po stronie inwestora? Wójt uwzględnia wniosek, projektant wrysowuje brązową plamkę i o resztę człowieku martw się sam? Jak to wygląda w waszej praktyce?
pozdrawiam

Łukasz Grzesiak's picture

... i są 3 rozwiązania tego paradoksu:
1. Wójt (np.) nie uwzględnia wniosku Kowalskiego o podział działki pierwotnej na mniejsze i dopuszcza tylko wydzielenie z bezpośrednim dostępem do drogi publicznej
2. Wójt uwzględnia wniosek Kowalskiego i buduje mu drogę publiczną
3. Wyjście realne - Wójt uwzględnia wniosek Kowalskiego wg jego projektu zagospodarowania pierwotnej działki dzielonej docelowo np. na osiem mniejszych, przy czym to w gestii Kowalskiego leży odpowiednie przeprowadzenie wszystkich procedur tak aby później sprzedać towar pełnowartościowy z drogą wewnętrzną. Jeśli ktoś kupuje od Kowalskiego bez tych procedur to już jego problem i głupota inwestycyjna, niewiedza itp. W interesie gminy nie leży przeprowadzanie na swój koszt procedur prywatnemu inwestorowi i dlaczego miałaby to robić? Podobnie dotyczy to sytuacji podciągania mediów do działki Kowalskiego - dlaczego ma to robić gmina?... to w interesie Kowalskiego powinien być OBOWIĄZEK podłączenia się (jeśli media istnieją), na jego koszt w drodze np. umowy infrastrukturalnej w powiązaniu z zapisami planu miejscowego.

Pozdrawiam
Łukasz

Pavulon's picture

Wie soll man da ernst bleiben?

Łukasz Grzesiak's picture

Można pójść jeszcze dalej i powiedzieć tak (takie też są orzeczenia sądów, w tym bodajże europejskiego trybunału sprawiedliwości) - skoro plan ma jednoznacznie rozstrzygać przeznaczenie terenów i określić już na etapie jego uchwalania wszystkie przepisy realizacyjne co do późniejszej inwestycji - to formalnie nie powinno być czegoś takiego jak drogi wewnętrzne. Drogi mogą być tylko publiczne, ew. ciągi (jeśli nie spełniają wymogów drogi) w kontekście ustawy o samorządach gminnych i drogach publicznych. Drogi wewnętrzne to swoisty "efemeryzm" wymyślony aby w ogóle jakikolwiek plan w kontekście wadliwego prawa uchwalić. Z jednej strony wprowadza się drogi wewnętrzne (których utrzymanie należy do jej zarządcy), a z drugiej polskie prawo nie przewiduje czegoś takiego jak np. umowy infrastrukturalne. Są tez orzeczenia, które mówią o tym, że już na etapie planu powinno być wszystko wyjaśnione tak na 100%, w związku z tym np. konieczność późniejszego uzgadniania czegoś z konserwatorem zabytków czy promes z energetyki jest niezgodne z prawem - bo powinno to regulować prawo miejscowe w randze właśnie prawa. No i co z tego, że powinno? czcze życzenia prawników, kompletnie oderwane od realiów społeczno - ekonomicznych. Proponuję zacząć najpierw od poważnej debaty nad ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym :/ ....

Pozdrawiam

Piotr Piechocki's picture

Przywołany wyrok sądu dotyczy planu który, jak udało mi się zrozumieć, powodował zmiany w obsłudze komunikacyjnej istniejących budynków. Tym samym nie można tej sytuacji odnosić do obszarów niezabudowynych w których układ drogowy wraz zabudową bedzie dopiero kształtowany na podstawie planu, a nie jak w przedstawionym przykładzie plan ingeruje w istniejące rozwiązania. Też bym chciał aby w palnach ustalać docelową siatke drogową, zapewniającą dojazd do każdej działki. Takie rozwiązanie w obszarach stanowiących jednorodną własność gminy jest proste do zastosowania, jednak w przypadku znacznego rozdrobnienia własnościowego logiczne byłoby nałożenie obowiązku przeprowadzenia scalenia i wtórnego podziału. No i zaczyna się polka-swawolka. Więc wiekszość w planach kombinuje zapisy próbujace pogodzić wodę z ogniem, co w efekcie daje pole do popisu prawnikom udowadniajacym że nie ma w Polsce urbanisty, który potrafiłby opracować plan spełniający oczekiwania wszystkich przepisów, uzgadniaczy, społeczności lokalnych, wojewódów, starostw, i tp i td., no chyba że na przykładzie labolatoryjnych warunków. W życiu takie rzeczy się nie dzieją, więc wszystkie drogi prowadzą do NSA.



Polecamy

  

 

Nawigacja

Aktywni użytkownicy

Aktualnie jest 0 użytkowników i 10 gości online